Po tym jak rosyjskie media, cytując wypowiedź szefa IPN, Łukasza Kamińskiego, poinformowały o planach usunięcia 500 pomników wdzięczności Armii Czerwonej, wzniesionych w Polsce po II wojnie światowej, w Rosji zawrzało. Tamtejsze MSZ nazwało plany akcji "barbarzyństwem",  zaś Siergiej Ławrow, oświadczył, że Polska wyszła na pierwsze miejsce wśród krajów walczących z pomnikami żołnierzy radzieckich, poległych w czasie II wojny światowej.

 

"Prezes IPN robi różne rzeczy"

 

Zdaniem profesora Nałęcza, "jedna, mało ważna w gruncie rzeczy zapowiedź ustępującego prezesa IPN-u" spowodowała reakcję "rosyjską  z najwyższego piętra". - Widać, że Rosjanie tylko czekają na taką okazję, by Polskę pokazać jako kraj rusofobiczny, poniewierający pamięcią poległych.

 

Dodał, że "prezes IPN dramatycznie walczy o pozostanie na swoim stanowisku, robi różne rzeczy, które mają utwierdzić go w szansach wyborczych".

 

"Rozróżnić cmentarze"

 

- Cmentarzy nikt nie kwestionuje, cmentarzy nikt nie profanuje. Jeśli zdarzają się takie akty wandalizmu, są powszechnie tępione. Pytanie, co zrobić z monumentami, które mają uświetniać chwałę nie tyle sowieckiego oręża, co sowieckiego panowania - mówił Tomasz Nałęcz w rozmowie z Jarosławem Gugałą.

 

- Trzeba zdecydowanie rozróżnić cmentarze żołnierzy radzieckich, którzy zginęli w 1944, 1945 roku rzeczywiście przepędzając z polskiej ziemi faszystów. To dla wielu Polaków było ocalenie od śmierci, nieraz bardzo okrutnej - dodał.

 

Jak zaznaczył "zwycięska armia sowiecka nie zwróciła wolności i niepodległości narodowi polskiemu, tylko ustanowiła nowy porządek" na mocy którego "Polska została wcielona do sowieckiego imperium".

 

Polsat News