- Zleceniodawcy jego zabójstwa nie zostali ujęci, jednak ich ślady prowadzą do "sąsiedniego państwa" - oświadczył w poniedziałek Matios na konferencji prasowej w Kijowie.

 

Ruwin, dyrektor Kijowskiego Naukowo-Badawczego Instytutu Ekspertyz Sądowych, został postrzelony 18 listopada 2015 roku przed swoim domem w Kijowie. Kilka dni później miał wystąpić w Hadze, na spotkaniu uczestników międzynarodowego śledztwa w sprawie katastrofy malezyjskiego Boeinga 777, gdzie miał przedstawić ukraiński raport na ten temat.

 

Wielokrotne połączenia telefoniczne z Rosją

 

Prokuratura uważa, że zadaniem zamachowcy było niedopuszczenie do tego wystąpienia Ruwina. "Według jednej z wersji śledztwa zamówienie na to zabójstwo nadeszło spoza granic naszego kraju. Mogą świadczyć o tym uzyskane przez nas dane dotyczące wielokrotnych połączeń telefonicznych z sąsiednim państwem - powiedział Matios.

 

Według niego zamachu na Ruwina próbował dokonać członek krymskiej grupy przestępczej "Baszmaki", związanej ze środowiskiem kryminalnym Rosji.

 

Atak rosyjskim pociskiem ziemia-powietrze Buk

 

W katastrofie Boeinga 777 malezyjskich linii lotniczych nad wschodnią Ukrainą zginęło 298 osób, głównie obywatele Holandii. W opublikowanym 13 października ubiegłego roku raporcie na temat katastrofy ogłoszono, że do strącenia maszyny, która wykonywała lot MH17 z Amsterdamu do Kuala Lumpur, został wykorzystany wyprodukowany w Rosji pocisk ziemia-powietrze Buk. Międzynarodowe śledztwo koordynowane przez Holandię nie wskazało jednak, kto wystrzelił rakietę.

 

Zachód i Kijów uważają, że samolot najprawdopodobniej został zestrzelony przez wspieranych przez Rosję separatystów, którzy od 2014 r. kontrolują część obszarów Donbasu na wschodzie Ukrainy. Moskwa stanowczo odrzuca te oskarżenia i wskazuje na siły ukraińskie jako na sprawców katastrofy.

 

PAP