- Mąż szybko wstał, coś zjadł i tylko było "cześć, do zobaczenia" - tak gość Joanny Górskiej opisała ostatni wspólny poranek z tragicznie zmarłym małżonkiem. - On bardzo często musiał wychodzić wcześnie rano, więc dla mnie to było takie normalne wyjście do pracy - dodała.

 

Beata Gosiewska o tragedii dowiedziała się z telewizji. - Zadzwonił ktoś znajomy i poinformował, że stało się coś strasznego. Jak zobaczyłam ten roztrzaskany samolot, pokazywany później wielokrotnie, to - mówiąc szczerze - raczej nie miałam nadziei. Późniejsze informacje, że może ktoś przeżył, to raczej była nadzieja w tle. Widząc to już wiedziałam, że wydarzyło się najgorsze - stwierdziła Gosiewska.

 

O śmierci ojca w ten sam sposób dowiedziały się dzieci państwa Gosiewskich. - Niestety też widziały ten obrazek w telewizji i dowiedziały się szybko i brutalnie - powiedziała Beata Gosiewska.

 

Nowa rzeczywistość

 

Wdowa po Przemysławie Gosiewskim powiedziała, że musiała bardzo szybko odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

 

- Ponieważ mąż bardzo dużo pracował, wydawało mi się, że to ja dbam o cały dom. Po katastrofie okazało się jednak, że mąż załatwiał dużo spraw, choćby związanych z opłatami administracyjnymi. To było dla mnie niełatwe. Od pierwszych chwil wiedziałam, że są dzieci i nie mam czasu na załamywanie się. Musiałam o nie zadbać - zdradziła.

 

Gosiewska przyznała także, że największą trudność sprawiała jej walka o wiadomości o mężu. - Od pierwszych chwil musieliśmy walczyć o informacje, bo nie wiedzieliśmy nic poza tym, co w telewizji. Do mamy Przemka po dwóch dniach zadzwonił ówczesny marszałek Sejmu z pytaniem, czy w czymś nam nie pomóc - wspominała polityk PiS.

 

- To było bardziej kurtuazyjne pytanie, niż konkretne. Ta rozmowa skończyła się bardzo szybko, po kilku zdaniach - dodała europosłanka Prawa i Sprawiedliwości.

 

Kłopotliwy był także powrót ciała jej męża do Polski. - My czekaliśmy tydzień, bardzo długi tydzień, w niepewności, kiedy ciało zostało przetransportowane, do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, czy i kiedy. Dowiedzieliśmy się dosłownie godzinę przed tym, jak mieliśmy się stawić na lotnisku. Od rana czekaliśmy w gotowości - przypomniała Gosiewska.

 

"Doszło do wybuchów"

 

Gosiewska dodała, że pomimo prac komisji w Polsce i w Rosji na prawdę o Smoleńsku nadal czeka.

 

- Ja od sześciu lat bardzo wnikliwie obserwuję zachowanie ówcześnie rządzącej ekipy Donalda Tuska, te setki kłamstw - powiedziała Gosiewska.

 

- Ja jestem przekonana, że doszło tam do wybuchów, jest wiele poszlak na to, że ten samolot nie upadł, bo on był zaledwie kilkanaście czy kilkadziesiąt metrów nad ziemią. To nie mogło się rozpaść na tyle tysięcy fragmentów - stwierdziła i dodała, że jest "przekonana, że to nie był zwykły wypadek lotniczy".

 

Polsat News