- Strona turecka oczekuje, że w najbliższych tygodniach Europejczycy rozpoczną przyjmowanie około 250 tys. Syryjczyków z Turcji - powiedział Knaus w rozmowie, która ukazała się w niedzielnym wydaniu "Die Welt".


Według niego Europejczycy "zasadniczo" na to się zgodzili.


"Die Welt" pisze, że zgoda na kontyngent w takiej wysokości był prawdopodobnie warunkiem Ankary na zawarcie porozumienia. - Nie zostało to ujęte w formie oficjalnej umowy, lecz w formie ustnej - tłumaczy ekspert. Jego zdaniem UE chce najpierw przekonać się, czy strumień imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki rzeczywiście ulegnie zahamowaniu.


Plan UE przewiduje "rozwiązanie europejskie" problemu uchodźców zakładające, że wszystkie kraje Wspólnoty ponoszą koszty podziału imigrantów. W rzeczywistości "koalicja chętnych" jest niewielka - zastrzega Knaus.


"Imigranci nie zostaną w krajach, w których nie chcą się osiedlić"


Ekspert ESI skrytykował niedawną propozycję Komisji Europejskiej przewidującą automatyczny podział imigrantów pomiędzy kraje UE. Ten plan jest "politycznie nie do zrealizowania i jest stosunkowo pozbawiony sensu, ponieważ imigranci nie zostaną w krajach, w których nie chcą się osiedlić". Inicjatywę KE ekspert nazwał "biciem piany".


Zgodnie z porozumieniem UE z Turcją, od 4 kwietnia uchodźcy, którzy po 20 marca wjechali nielegalnie do Grecji, cofani są z tego kraju do Turcji. Za każdego Syryjczyka wydalanego z UE ma przybywać legalnie do UE inny Syryjczyk. Władze unijne szacują, że będzie to łącznie 72 tys. osób. Niemcy przyjęły dotychczas w ramach tej umowy 32 osoby.

 

PAP