- Minister Klich odwołał swoją wizytę i nie poleciał. Automatycznie numerem dwa, który powinien się tam znaleźć był mój ojciec. (…) Wiem, że się bardzo z tego cieszył - powiedział Maciej Komorowski, syn Stanisława Jerzego Komorowskiego, podsekretarza stanu latach 2007-2010 w Ministerstwie Obrony Narodowej.

 

"Ten ranek też będę pamiętał do końca życia"

 

 - Nasza ostatnia rozmowa była po prostu, jak ojciec z synem, rozmawialiśmy o tym, co się wydarzyło, jakie mamy plany na najbliższe dni, a obaj lubiliśmy sobie poplanować, co będziemy wspólnie robić - dodał.

 

Jak przyznał, o tym, że jego ojciec był w samolocie dowiedział się dopiero po katastrofie.

 

- Dowiedziałem się od mojej teściowej, która  parę minut przed dziewiątą zadzwoniła i zapytała, czy tata był w samolocie. Ja wtedy o tym nie wiedziałem, bo w czwartek nie rozmawialiśmy, a decyzja zapadła w piątek. Więc dopiero potem - seria krótkich telefonów - i niestety informacja się potwierdziła. Tak, że ten ranek będę pamiętał do końca życia - powiedział Komorowski.

 

"Miał to być wczesny powrót i stało się inaczej"

 

- Nigdy nie był wcześniej w Katyniu i bardzo chciał tam być. Na początku plany były takie, że ja też polecę. Później się okazało, że w samolocie nie było już miejsc. Wszyscy chcieli lecieć - powiedziała Barbara Stasiak, wdowa po Władysławie Stasiaku, który w latach 2009–2010 kierował Kancelarią Prezydenta RP.

 

- Mam urodziny 9 kwietnia, których jakoś tak szczególnie nie obchodzę. Ale akurat wtedy Władek postanowił, że przyjedzie do domu wcześniej. (…) Śmialiśmy się  i rozwiązywaliśmy rebusy z taką świadomością, że Władek poleci (…). Miał to być wczesny powrót no i stało się inaczej - powiedziała Barabra Stasiak.

 

"Nie lubię o tym rozmawiać"

 

- Ostatni zapamiętany obraz to taki, że mama wsiadła do samochodu, który miała zaparkowany pod moim mieszkaniem.  U nas był taki zwyczaj, bo naprawdę wszyscy się kochaliśmy, że zawsze się stawało koło okna pomachać tym osobom, które wsiadały do samochodu. Ja mamie pomachałam z drugiego piętra, mama mi pomachała i pojechała - wspomina Barbara Nowacka, córka  tragicznie posłanki Izabeli Jarugi-Nowackiej. 

 

- Mama bardzo się cieszyła, że tam jedzie - dodała. Barbara Nowacka przyznała, że choć dobrze pamięta dzień katastrofy, to jednak rozmowy o nim unika.

 

Polsat News