W poniedziałek w takiej manifestacji wzięło udział co najmniej 8 tys. ludzi, co jest - jak zauważa AFP - ogromną liczbą jak na kraj liczący zaledwie 320 tys. mieszkańców.

 

Afera "Panama Papers" wywołała polityczną burzę w kraju i spowodowała, że w mijającym tygodniu do dymisji podał się premier Sigmundur David Gunnlaugsson.

 

Jego miejsce zajął dotychczasowy minister rolnictwa i rybołówstwa Sigurdur Ingi Johannsson, który obowiązki szefa rządu ma pełnić do czasu przyspieszonych o pół roku wyborów parlamentarnych, zapowiedzianych już na jesień.

 

Jednak w dokumentach, które wyciekły z panamskiej kancelarii prawnej Mossack Fonseca, wyspecjalizowanej w prowadzeniu firm offshore w rajach podatkowych, wymieniany jest jeszcze obecny minister finansów i gospodarki Islandii Bjarni Benediktsson oraz szefowa resortu spraw wewnętrznych i sprawiedliwości Oloef Nordal.

 

 

"Bjarni, Oloef, natychmiast opuście parlament, kpicie sobie z etyki" - brzmiał jeden z napisów na tablicy niesionej przez demonstrantów w Reykjaviku. Protestujący hałasowali przed budyniem parlamentu przy pomocy gwizdków, tamburynów i metalowych puszek. Na ustawionej nieopodal przyczepie ciężarówki zespół rockowy zagrał utwór z repertuaru amerykańskiej grupy Rage Against the Machine pt. "Take the Power Back" (Oddajcie władzę).

 

Z "Panama Papers" wynika, że jesienią 2007 roku Gunnlaugsson i jego przyszła żona byli udziałowcami firmy Wintris Inc. na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych. Swoje udziały Gunnlaugsson przekazał potem żonie. Gunnlaugsson zapewnia, że ani on sam, ani jego żona nigdy nie mieli żadnych tajemnic przed władzami podatkowymi Islandii.

 

PAP