Sąd Apelacyjny w Katowicach zmienił w czwartek wyrok sądu okręgowego tylko w zakresie dotyczącym kierowania pojazdami mechanicznymi - zakazał oskarżonemu tego na cztery, a nie na dwa lata, jak orzekł sąd I instancji.


Wyrok przed Sądem Okręgowym w Katowicach zapadł w grudniu 2015 r. Sąd zakwalifikował postępowanie M. jako nieumyślne sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym. Apelację od tamtego wyroku złożyły wszystkie strony postępowania.


Do wypadku doszło 17 maja 2012 r. w pobliżu oczyszczalni ścieków w dzielnicy Jeleń. Młodzi ludzie organizowali tam nielegalne wyścigi samochodowe. Przyglądało się im nawet 200 osób, na trawnikach i poboczach zaparkowanych było około 50 aut.


Prokuratura umorzyła sprawę


20-letni wówczas Sebastian M. był jednym z uczestników wyścigów, prowadził bmw. Do tragedii doszło, gdy po jednym z nich wracał na linię startu, jadąc co najmniej 100 km/h. Zderzył się z jaguarem, który wyjeżdżał z drogi podporządkowanej. Bmw po zderzeniu z jaguarem zostało odrzucone i uderzyło w grupę, która oglądała wyścigi, stojąc na poboczu. Była wśród nich Ewelina, która doznała śmiertelnych obrażeń. Kilku innych widzów zostało rannych.


Kierowca jaguara Piotr P. został skazany już wcześniej, na dwa lata więzienia w zawieszeniu. Prokuratura uznała, że M. nie popełnił przestępstwa tylko wykroczenie i umorzyła jego sprawę karną. Rodzina Eweliny się z tym nie zgadzała i z pomocą pełnomocnika złożyła subsydiarny akt oskarżenia.


Sąd Okręgowy w Katowicach uznał w grudniu 2015 r. M. za winnego nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym. Poza wymierzeniem mu kary więzienia w zawieszeniu na dwa lata zakazał mu prowadzenia pojazdów, także na dwa lata. Sąd apelacyjny w czwartek wydłużył ten okres do czterech lat. Poza tym orzeczenie utrzymał w mocy.


Ofiar mogło być więcej


Według sądu M. nieumyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym nie dostosowując prędkości do warunków panujących na drodze oraz nie zachowując ostrożności dojeżdżając do skrzyżowania. Do wypadku doszło dlatego, że oskarżony nie jechał autem z prędkością bezpieczną - wskazał sąd i zaznaczył, że nie jest ona tożsama z prędkością administracyjnie dozwoloną, która w tym miejscu wynosiła 90 km/h.


W opinii biegłego, gdyby M. jechał nawet 90 km/h w tej konkretnej sytuacji i tak nie uniknąłby zderzenia. Powinien był wziąć pod uwagę widzów stojących przy drodze, zaparkowane auta oraz to, że było już ciemno. Sąd uznał ponadto, że oskarżony nie zachował też szczególnej ostrożności zbliżając się do ulicy podporządkowanej, miał utrudnioną obserwację ze względu na stojących przy drodze pieszych i zaparkowane samochody.


Sprawcy przypisano spowodowanie katastrofy, a nie wypadku, bo decydującym kryterium jest liczba potencjalnych ofiar, która w tym przypadku wynosiła co najmniej kilkadziesiąt osób. Wymierzając M. karę w zawieszeniu sąd wziął pod uwagę jego młody wiek i to, że dotychczas nie był karany.


Rodzinie Eweliny zależało głównie na dłuższym zakazie prowadzenia samochodu dla M. - 6 lat. Bliscy zmarłej chcieli też wymierzenia oskarżonemu kary 2 lat pozbawienia wolności. Podczas procesu mówili, że nie rozumieją, dlaczego prokuratura sama nie oskarżyła Sebastiana M.

 

PAP