Włoski senator Maurizio Gasparri wdał się w konflikt z rzymskim uniwersytetem La Sapienza, gdy dowiedział się, że na wydziale komunikacji i nauk społecznych omawiano gafy i błędy na jego profilu na Twitterze. "Zajmę się wami" - zagroził studentom i wykładowcy.

 

Włoskie media podały, że Gasparri, słynący z ostrego języka i porywczego charakteru, nie krył wściekłości, gdy dotarła do niego wiadomość, że jego duża aktywność na popularnym profilu była omawiana na zajęciach dla studentów jako negatywny przykład obranej strategii w mediach społecznościowych.

 

O tym, że jego tweety były analizowane, przeczytał także na Twitterze, gdzie napisał o tym jeden ze studentów.

 

W odpowiedzi na swym profilu senator prawicowej partii Forza Italia i wiceprzewodniczący izby wyższej parlamentu nazwał uczestników ćwiczeń na rzymskiej uczelni "kretynami" i dodał: "Leczcie się, choć nie ma dla was nadziei".

 

Wy mnie szkalujecie, a ja skontroluję waszą działalność

 

Wtedy interweniowało kierownictwo wydziału tej największej uczelni w Europie, które oświadczyło: - To przykre, że wiceprzewodniczący Senatu tak mówi o wykładowcach i studentach włoskiego uniwersytetu.

 

W reakcji na to oświadczenie Gasparri zagroził: - Zajmę się wami- i dodał: - Wy mnie szkalujecie, a ja skontroluję waszą działalność.

 

Z kolei władze wydziału komunikacji i nauk społecznych wyjaśniły politykowi, że nie został on oszkalowany, lecz był jedynie "przypadkiem badawczym".

 

Nie wie, kim był Jim Morrison

 

Gafy Gasparriego są stałym tematem we włoskiej prasie i często uważane są za kompromitujące. Niedawno informowano, że rozesłał na portalu zdjęcie legendarnego wokalisty zespołu The Doors Jima Morrisona, przedstawiając go jako "Słowianina - sprawcę ponad 50 napadów we Włoszech, wypuszczonego na wolność przez policję". Fotografią posłużył się, by zaprotestować przeciwko polityce rządu Matteo Renziego wobec imigrantów.

 

Prasa zauważyła, że senator pogrążył się potem jeszcze bardziej, bo wyznał, że nie wie, kim był Jim Morrison.

 

 

 

 

 

 

 

Innym razem obraził Anglików, używając wulgarnego określenia. W marcu zaś w politycznej deklaracji użył błędnej, nieistniejącej formy czasownikowej, co spotkało się z falą drwin.

 

PAP