Jak wyjaśnił podejrzany, we wtorek ok. godz. 18 zadzwonił na lotnisko w Modlinie i powiedział, że w toalecie znajduje się bomba. 40 minut później z podobną informacją zadzwonił na warszawskie Okęcie. Oba lotniska przerwały pracę i ewakuowały terminale (łącznie ok. 700 osób). 

 

Mężczyźnie postawiono zarzut z art. 224a Kodeksu karnego (Kto wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób lub mieniu w znacznych rozmiarach lub stwarza sytuację, mającą wywołać przekonanie o istnieniu takiego zagrożenia, czym wywołuje czynność instytucji użyteczności publicznej lub organu ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia mającą na celu uchylenie zagrożenia,  podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8) i przesłuchano jako podejrzanego. 

 

29-latek przyznał się do winy. - Swoje działanie argumentował tym, że był pod wpływem środków odurzających. W chwili zatrzymania miał 2,4 promila alkoholu we krwi - powiedziała prokurator Jeznach-Żeromska.

 

Bez aresztu, bo szczegółowo wyjaśnił

 

Sprawca złożył wniosek o dobrowolne poddanie się bezwzględnej karze dwóch lat pozbawienia wolności. - Prokurator przyjął wniosek i obecnie trwają czynności mające na celu rozważenie stosowania środka zapobiegawczego wobec tego pana - dodała prokurator.

 

Prokuratura podkreśla jednak, że z powodu postawy podejrzanego "będzie rozważane zastosowanie środka o charakterze nieizolacyjnym".

 

-  Z tego względu, że złożył szczegółowe wyjaśnienia, nie zachodzi zatem obawa matactwa ze strony podejrzanego i nie ma przesłanek do zastosowania aresztu - wyjaśniła Jeznach-Żeromska.

 

Polsat News