Prokuratura oskarżyła b. prezydenta o to, że w 2008 r. zabił Lecha F., bo nie był w stanie zwrócić wynoszącego kilkaset tys. zł długu. Poszlakowy proces w tej sprawie toczy się już po raz drugi.

 

Oskarżyciel domaga się także 25 lat więzienia dla każdego z trzech innych podsądnych, którzy jego zdaniem pomagali w zabiciu Lecha F.

 

Pozostałych mów końcowych sąd wysłucha 12 kwietnia. Później zapadnie wyrok. Obrona domaga się uniewinnienia oskarżonych.

 

Błędy sądu pierwszej instancji

 

Pierwszy proces rozpoczął się w maju 2011 r., a wyrok w I instancji zapadł w czerwcu 2013 roku. Byłego prezydenta skazano na 25 lat więzienia, zastrzegając, że o warunkowe zwolnienie będzie się mógł ubiegać najwcześniej po 20 latach.

 

Sąd skazał wówczas na 25 lat więzienia również braci Roberta i Rafała T. oraz Mariusza F., którzy - według oskarżenia - także brali udział w zabiciu Lecha F.

 

Te wyroki w 2014 roku uchylił Sąd Apelacyjny w Katowicach i zwrócił sprawę do ponownego rozpoznania podkreślając, że sąd okręgowy dopuścił się poważnych uchybień, oceniając materiał dowodowy i przygotowując pisemne uzasadnienie.

 

- Proces poszlakowy niesie określone konsekwencje, mianowicie należy wykluczyć wszystkie możliwe wersje zdarzenia, które wynikają z dowodów. Obowiązkiem sądu jest wskazanie tych wersji, dokonanie ich analizy i precyzyjne określenie, dlaczego te wersje są niemożliwe do przyjęcia i nie można ich uznać za wiarygodne - podkreślał wówczas sąd apelacyjny w ustnym uzasadnieniu.

 

Czy chcieli zabić?

 

Uchylając wyrok, sąd apelacyjny zaznaczył, że choć udział oskarżonych w wydarzeniach opisywanych w akcie oskarżenia jest bezsporny, jednakże pozostaje do ustalenia, jaki był to rodzaj przestępstwa - zabójstwo czy może pobicie ze skutkiem śmiertelnym - i jaką rolę można przypisać poszczególnym oskarżonym. Nie ulega jedynie wątpliwości, że doszło do uprowadzenia Lecha F. - wskazał sąd.

 

Ciało Lecha F. znaleziono w sierpniu 2008 r. w lesie w Wymysłowie w pow. będzińskim, mężczyzna zmarł dzień wcześniej. Według prokuratury i sądu okręgowego, Jerzy G. od początku chciał zabić Lecha F., nie chodziło o zastraszenie i zmuszenie go do umorzenia długu.

 

Nie ma naocznych świadków, są billingi i motyw

 

Choć nie ma bezpośrednich świadków zabójstwa ani narzędzi zbrodni, według prokuratury wiele wyjaśniają inne dowody, przede wszystkim opinie biegłych. Wynika z nich, że zwabiony do lasu Lech F. miał rany kłute i cięte szyi, zadane przypuszczalnie nożem, był też bity - prawdopodobnie kijem bejsbolowym.

 

B. prezydent Zabrza został zatrzymany i aresztowany w listopadzie 2009 r. Zdaniem prokuratury motywem zbrodni były nieporozumienia na tle finansowym. Jerzy G. pożyczył od Lecha F. 246 tys. zł. Z odsetkami miał mu zwrócić ok. 800 tys. zł.

 

Oddanie takiej kwoty oznaczałoby dla G. bankructwo; motywem zbrodni był strach przed utratą życiowego dorobku - mówili prokuratorzy. Sprawę udało się rozwikłać dzięki Tomaszowi L. - skazanemu już prawomocnie na dwa lata więzienia w zawieszeniu za pomoc w uprowadzeniu ofiary.

 

Jerzy G. od początku nie przyznawał się do popełnienia zbrodni, podobnie jak bracia Robert i Rafał T., którym przypisano współudział w zabójstwie. Kolejny oskarżony, Mariusz F., przyznał się do porwania Lecha F., ale nie do jego zamordowania. Twierdził, że po uprowadzeniu porywacze zostawili F. sam na sam z Jerzym G.

 

W śledztwie przesłuchano ok. 80 świadków, dowodami w sprawie są też billingi Jerzego G. i współoskarżonych. Według zeznań jednego ze świadków, który siedział w celi z Robertem T., śmiertelne ciosy zadali Jerzy G. i Robert T.; Mariusz F. i Rafał T. mieli unieruchomić ofiarę.

 

Ofiara walczyła o spłatę długu w sądzie

 

Jerzy G. był prezydentem Zabrza w latach 2002-2006 z ramienia SLD. Jego kłopoty zaczęły się od pożyczek zaciągniętych, zanim jeszcze zaczął rządzić Zabrzem. Lech F. - syn byłej wspólniczki Jerzego G. - zarzucał prezydentowi, że pożyczał od niego pieniądze dwukrotnie: 20 tys. i 246 tys. zł. Tej drugiej kwoty G. - jak mówił F. - nigdy nie oddał. F. wytoczył politykowi proces cywilny.

 

G. bronił się, wytaczając Lechowi F. sprawę o próbę wyłudzenia pieniędzy, których - jak twierdził - w rzeczywistości nigdy nie pożyczał. F. w odpowiedzi przedstawił podpisane przez prezydenta umowy. G. wyjaśniał, że umowy podpisał in blanco, a druga pożyczka nie dotyczyła 246 tys. zł, tylko dziesiątej części tej kwoty, do której F. miał dopisać trzecią cyfrę. Sprawę w sądzie ostatecznie wygrał F.

 

PAP