Obecnie stadniną w Janowie Podlaskim kieruje powołany pod koniec lutego przez prezesa ANR Marek Skomorowski, w przeszłości m.in. zastępca dyrektora lubelskiego oddziału ARiMR, z wykształcenia ekonomista. Posłowie podczas sejmowej komisji rolnictwa (25 lutego) wskazywali na brak jego kompetencji do zajmowania się stadniną. Zdaniem szefa resortu rolnictwa Skomorowski ma kwalifikacje. Sam prezes Skomorowski w rozmowie z Polsat News przyznał pod koniec lutego, że nie miał styczności z końmi, ale "będzie to jego pasja".

 

W nocy z piątku na sobotę w Janowie Podlaskim padła klacz żony perkusisty The Rolling Stones. Amra to już drugi koń należący do Shirley Watts, który zmarł w ostatnim czasie. 17 marca, w podobnych okolicznościach i z podobnych powodów padła Preria, która w ramach dzierżawy przebywała w Stadninie Koni Janów Podlaski.

 

Obie klacze należały do stadniny Halsdon Arabians, której właścicielką jest Shirley Watts - stała bywalczyni dorocznej aukcji koni arabskich Pride of Poland w Janowie Podlaskim. Oba konie zostały zresztą niegdyś kupione przez Shirley Watts właśnie na aukcjach w Janowie Podlaskim.

 

Prokuratura prowadzi śledztwo

 

O zgonie klaczy została zawiadomiona prokuratura, która prowadzi śledztwo dotyczące przestępstwa niegospodarności, jakiego miały się dopuścić poprzednie władze stadniny.

 

W poniedziałek przeprowadzona została sekcja zwłok Amry. Prokurator Agnieszka Kępka z lubelskiej Prokuratury Okręgowej powiedziała, że z informacji uzyskanych od lekarzy wynika, iż przyczyną śmierci klaczy było zatrucie organizmu "wywołane zastojem żylnym na podłożu prawdopodobnego skrętu okrężnicy".

 

Kępka powiedziała, że opinia biegłych w tej sprawie i wyniki dodatkowych badań będą znane za kilka tygodni. Prokurator dodała, że zabezpieczone zostały też próbki pasz, przesłuchani świadkowie.

 

"Celowe działanie osób trzecich"

 

Minister Jurgiel w sobotę mówił, że podobne okoliczności, w jakich padły obie klacze Shirley Watts, rodzą "uzasadnione podejrzenie", że to efekt "celowego działania osób trzecich". Zwrócił się do Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry o objęcie osobistym nadzorem tej sprawy.

 

Ziobro zdecydował dziś jednak, że takiego nadzoru nie będzie. - Sądzę, że jest to wystarczające, aby na szczeblu prokuratury regionalnej ta sprawa była nadzorowana. Otrzymałem wstępne informacje na temat tego postępowania. Jest ono bardzo szeroko prowadzone pod kątem różnych wersji wydarzeń tego, co się stało w tej stadninie - poinformował w poniedziałek Ziobro.

 

Kluzik-Rostkowska: czy klinika przyjęła klacz na osobistą prośbę ministra Jurgiela?

 

Jeszcze przed komunikatem resortu rolnictwa sytuację w stadninie koni w Janowie Podlaskim ostro skrytykowała Platforma Obywatelska. Zdaniem posłanki Joanny Kluzik-Rostkowskiej niekompetencja obecnych władz stadniny mogła się przyczynić do śmierci klaczy Amra.

 

- Z niewiadomych powodów w bardzo wysokiej ciąży, tuż przed oźrebieniem wywieziono klacz na poród do Warszawy, a takich rzeczy się nie robi - powiedziała Kluzik-Rostkowska.

 

Dodała, że po kilku dniach od porodu klacz wraz ze źrebakiem przewieziono z powrotem do Janowa, a po kolejnej dobie Amrę ponownie przetransportowano do specjalistycznej kliniki weterynaryjnej w stolicy.

 

- Kto i dlaczego zdecydował, że bardzo wysokoźrebna klacz wyjechała na poród do Warszawy, skoro jest stadnina (w Janowie Podlaskim - red.), w której rodzi się 80 źrebaków rocznie? Czy jest prawdą, że przy pierwszej próbie, kliniki warszawskie odmówiły przyjęcia tej klaczy, uważając że sytuacja jest zbyt niebezpieczna? Czy klinika SGGW w Warszawie przyjęła klacz na osobistą prośbę ministra Jurgiela? Co zdecydowało, że tak szybko wróciła do Janowa? - zapytała posłanka na konferencji w Sejmie.

 

Zaznaczyła, że nie podejrzewa ministra Jurgiela ani jego współpracowników o działania celowe. - Uważam, że są po prosu niekompetentni - powiedziała.

 

Specjaliści o transporcie klaczy

 

Obecny na konferencji zootechnik Marek Szewczyk zwrócił się do weterynarzy ze Szpitala Koni Służewiec z pytaniem, czy transport wysokoźrebnej klaczy do kliniki w stolicy, a następnie przewiezienie jej z powrotem do stadniny, mogły u niej wywołać skręt okrężnicy.

 

"Transport i zmiana środowiska w okresie okołoporodowym jest istotnym zagrożeniem dla zdrowia i życia zarówno klaczy jak, i źrebięcia" - stwierdza udostępniona przez Szewczyka pisemna odpowiedź szpitala.

 

Według tej informacji zagrożenie skrętem okrężnicy wiąże się m.in. z nagłą zmianą diety i związaną z tym zmianą flory bakteryjnej układu pokarmowego, czy stresem wywołanym przez transport lub zmianę środowiska.

 

"Po porodzie dochodzi do gwałtownej zmiany w jamie brzusznej związanej z wyparciem płodu. W sposób nagły jelita, a zwłaszcza okrężnica wielka ma dużo większy zakres ruchomości niż normalnie. Z tego powodu u klaczy po porodzie dochodzi statystycznie częściej do skrętu okrężnicy niż u innych grup koni" - napisano w odpowiedzi przesłanej Szewczykowi przez szpital.

 

W oświadczeniu zaznaczono jednak, że nie ma żadnego sposobu, aby "celowo, bezpośrednio wywołać skręt okrężnicy wielkiej u konia".

 

Właścicielka Amry nie decydowała o transporcie

 

Również uczestnicząca w konferencji Irena Cieślak, która reprezentuje w Polsce Shirley Watts, podkreśliła, że właścicielka Amry nie miała okazji wyrazić zgody na przewiezienie konia do Warszawy, gdyż nikt się do niej w tej sprawie nie zwrócił.

 

- Właściwie została poinformowana, kiedy klacz stała już w Warszawie. Wydaje mi się, że jeżeli ktoś stadninie robi taki prezent, w postaci bardzo drogiej klaczy, której pozwala się wrócić do stadniny i zostawić w niej potomstwo, przedłużyć cenne linie, to właścicielowi tej klaczy należy się minimum szacunku - oświadczyła Irena Cieślak.

 

19 lutego prezes ANR zdymisjonował dotychczasowych szefów stadnin koni arabskich: Marka Trelę z Janowa Podlaskiego i Jerzego Białoboka z Michałowa oraz inspektor ds. hodowli koni w ANR Annę Stojanowską.

 

PAP