Żona perkusisty "Rolling Stones" Charliego Wattsa trzymała w stadninie w Janowie Podlaskim dwie klacze, które padły. W nocy z piątku na sobotę padła z powodu martwicy jelit jej klacz Amra. W podobnych okolicznościach i z podobnych powodów 17 marca zmarła klacz Preria, która w ramach dzierżawy przebywała w Stadninie Koni Janów Podlaski. Obie należały do stadniny Halsdon Arabians, której właścicielką jest stała bywalczyni dorocznej aukcji koni arabskich Pride of Poland w Janowie Podlaskim Shirley Watts. Oba konie zostały zresztą niegdyś kupione przez Shirley Watts właśnie na aukcjach w Janowie Podlaskim.

 

Żona gwiazdora zabiera swoje konie z Polski

 

"Mogę potwierdzić, że moja ukochana klacz Amra padła w Polsce" - napisała Shirley Watts. "Jestem tym zrozpaczona, niedawno także straciłam moją klacz Prerię w Janowie. Moje dwie pozostałe klacze w Janowie muszą się oźrebić i jak tylko to się stanie, to zabierzemy je natychmiast z powrotem na naszą farmę do Anglii" - napisała w e-mailu do Polsat News Brytyjka. Jej konie przebywały w Polsce ze względu na zaufanie właścicielki do dyrekcji stadniny w Janowie.

 

Padła klacz Amra miała znajdować się w polskiej stadninie pod najlepszą opieką: "Była wypożyczona do Janowa Podlaskiego z myślą o tym, że będzie pod opieką i zarządem dyrektora Marka Treli, człowieka, którego podziwiam, któremu ufam, i z którym stadnina Halson Arabians miała podobne ustalenia przez wiele lat. Wyrażamy wyrazy ubolewania i smutku z powodu usunięcia go z jego funkcji" - napisała właścicielka padłych koni.

 

Agencja: klaczy nie dało się uratować

 

"Pomimo natychmiastowej pomocy weterynaryjnej oraz niezwłocznego transportu do specjalistycznej kliniki w Warszawie klaczy nie udało się uratować" - poinformowała w sobotę Agencja Nieruchomości Rolnych. O śmierci klaczy władze stadniny w Janowie Podlaskim zawiadomiły prokuraturę.

 

Według dotychczasowych ustaleń, klacz została przewieziona do kliniki koni SGGW w Warszawie, tam poddana została operacji, ale nie udało się jej uratować. Prawdopodobną przyczyną śmierci była martwica jelit. "Dokładne przyczyny wyjaśni sekcja zwłok, która będzie zarządzona" - zaznaczyła prokurator Agnieszka Kępka z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

 

Wcześniej Amra urodziła ogiera. "Amra od momentu porodu, który odbył się 24 marca br., była pod stałym nadzorem. Obecnie trwa postępowanie, mające na celu wyjaśnienie okoliczności zgonu klaczy" - napisano w oświadczeniu ANR.

 

Szef resortu rolnictwa podejrzewa sabotaż

 

Minister rolnictwa i rozwoju wsi Krzysztof Jurgiel w swoim oświadczeniu poinformował w sobotę wieczorem, że "szczegółowe okoliczności zdarzeń i jak wszystko wskazuje taka sama, w każdym przypadku, przyczyna zgonu rodzą uzasadnione podejrzenie, że padnięcie klaczy, powodujące olbrzymie straty dla Skarbu Państwa i uderzające w prestiż cieszącej się wielką renomą stadniny, to efekt celowego działania osób trzecich".

 

"Na wniosek prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych i Dyrekcji stadniny w Janowie Podlaskim skierowałem do Prokuratora Generalnego prośbę o objęcie tej bulwersującej sprawy osobistym nadzorem. Zależy mi na drobiazgowym i rzetelnym przeprowadzeniu śledztwa oraz wykryciu sprawców bądź sprawcy zgonów klaczy" - napisał minister Jurgiel.

 

Prokurator Agnieszka Kępka z Prokuratury Okręgowej w Lublinie powiedziała, że sprawa padłej klaczy Amry została dołączona do śledztwa prowadzonego przez tę prokuraturę, dotyczącego przestępstwa niegospodarności, jakiego miały się dopuścić poprzednie władze stadniny. Padnięcie drugiej klaczy - Prerii - również zostało wwłączone do śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Lublinie.

 

Pianissima - powód zwolnień dyrektorów

 

W październiku 2015 r. w podobnych okolicznościach, z powodu skrętu jelit, padła inna utytułowana klacz janowskiej stadniny - Pianissima. Była to najbardziej utytułowana klacz arabska w historii, m.in. zdobyła tytuł Czempionki Świata.

 

Śmierć Pianissimy, której wartość Agencja Nieruchomości Rolnych wyceniła na 3 mln euro, była jednym z powodów odwołania ze stanowiska długoletniego szefa stadniny Marka Treli. Dopuszczenie do śmierci klaczy było - w ocenie ANR - przejawem braku nadzoru weterynaryjnego.

 

Prezesi stadnin koni arabskich: Marek Trela z Janowa Podlaskiego i Jerzy Białobok z Michałowa oraz inspektor ds. hodowli koni Anna Stojanowska zostali zdymisjonowali przez prezesa ANR 19 lutego. Decyzja ta spotkała się z oburzeniem środowiska w kraju i za granicą, wiele krytycznych głosów padło ze strony polityków opozycji i mediów.

 

Straty nie są ujawniane

 

Członek zarządu stadniny Mateusz Leniewicz-Jaworski podczas konferencji prasowej po śmierci klaczy Preria tłumaczył, że została ona wydzierżawiona "w grupie klaczy, aby Janów Podlaski dochował się od niej potomstwa”. Nie ujawnił, jakie konsekwencje przewiduje umowa dzierżawy w przypadku śmierci konia. "To jest tajemnica handlowa" - zaznaczył Leniewicz-Jaworski. Wiadomo jednak, że konie, które ostadnio padły w stadninie są drogie. Za Prerię Shirley Watts zapłaciła 230 tys. euro.

 

W sobotę wieczorem w programie "Prezydenci i premierzy" na antenie Polsat News premier Beata Szydło odniosła się do sprawy śmierci klaczy w stadninie: - Ta sprawa będzie wnikliwie zbadana, ale mam wrażenie, że to nie jest kwestia zarządzania. Wydaje mi się, że - mówię to na intuicję, czekam na postępowanie prokuratora - ale wydaje mi się, że tam jest jakaś głębsza sprawa - stwierdziła Beata Szydło, która określiła tę sprawę jako "rzecz niesłychaną".

 

polsatnews.pl, PAP