Primaaprilisowy żart, który może zakończyć się odsiadką

Polska
Primaaprilisowy żart, który może zakończyć się odsiadką
Flickr/Ryan Fung/CC BY 2.0

- Bomba, bomba, jest bomba!- wykrzyczał do słuchawki 59-letni mieszkaniec gminy Dzierzkowice (woj. lubelskie), który zadzwonił w piątek do komendy policji w Kraśniku. Policja szybko ustaliła kim jest podnoszący alarm mężczyzna. Okazało się, że chciał zażartować z okazji Prima Aprilis. Miał 1,6 promila alkoholu we krwi.

Mężczyzna, który zadzwonił na policję nie powiedział, gdzie miałby być podłożony ładunek wybuchowy, szybko odłożył słuchawkę. 


Policja - mimo, że 1 kwietnia to tzw.  Prima Aprilis - nie mogła zignorować zgłoszenia i rozpoczęła ustalanie rozmówcy. Identyfikacja nie trwała długo. Na ustalony adres w gminie Dzierzkowice wysłano policyjny patrol. W mieszkaniu funkcjonariusze zastali nietrzeźwego 59-latka. W tym samym czasie oficer dyżurny oddzwonił na numer autora alarmu, dzwonek telefonu odezwał się właśnie w tym mieszkaniu.

 
Mężczyzna 59-latek, przyznał się do winy, oświadczając, że był to żart primaaprilisowy.  Grozi mu co najmniej wysoka grzywna, a nawet kara pozbawienia  wolności.

 

polsatnews.pl

grz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze