Klacz Amra, przebywająca w ramach dzierżawy w stadninie koni w Janowie Podlaskim (Lubelskie), padła w nocy z piątku na sobotę, prawdopodobnie z powodu martwicy jelit

 
"Mimo natychmiastowej pomocy weterynaryjnej oraz niezwłocznego transportu do specjalistycznej kliniki w Warszawie klaczy nie udało się uratować" - poinformowała w sobotę Agencja Nieruchomości Rolnych.


O śmierci klaczy władze stadniny w Janowie Podlaskim zawiadomiły prokuraturę.


Prokurator Agnieszka Kępka z Prokuratury Okręgowej w Lublinie powiedziała, że sprawa padłej klaczy Amry została dołączona do śledztwa prowadzonego przez tę prokuraturę, dotyczącego przestępstwa niegospodarności, jakiego miały się dopuścić poprzednie władze stadniny.


Według dotychczasowych ustaleń, klacz została przewieziona do kliniki koni SGGW w Warszawie, tam poddana została operacji, ale nie udało się jej uratować. Prawdopodobną przyczynąśmierci była martwica jelit. - Dokładne przyczyny wyjaśni sekcja zwłok, która będzie zarządzona - zaznaczyła Kępka.

 
Wcześniej Amra urodziła ogiera. "Amra od momentu porodu, który odbył się 24 marca br., była pod stałym nadzorem. Obecnie trwa postępowanie, mające na celu wyjaśnienie okoliczności zgonu klaczy"- napisano w oświadczeniu ANR.


Czarna seria w Janowie


Seria zgonów koni w stadninie w Janowie Podlaskim rozpoczęła się 16 października 2015 roku. Zdechła wtedy najbardziej utytułowana klacz arabska w historii hodowli tej rasy. Klacz zdobyła wiele nagród międzynarodowych, była m.in. Czempionka Świata. Przyczyną śmierci zwierzęcia był skręt jelit. Kolejna klacz, należąca do Shirley Watts Preria, zdechła 17 marca. Wtedy także była mowa o skręcie jelit.
 

O kolejnym zgonie cennego konia, klaczy Amra, także nalezącej do Watts, poinformowała Agencja Informacyjna Polska Press. Według jej źródeł, klacz została przetransportowana ze stadniny w Janowie do kliniki Wolica, gdzie nie dało się jej już uratować i trzeba było zwierzę uśpić. Źrebna klacz kilka dni temu została zawieziona do Warszawy, aby urodzić pod opieką specjalistów. Poród przebiegł bez problemów i dwa dni temu Amra wróciła do Janowa Podlaskiego z ogierkiem. Niestety skręt okrężnicy wielkiej spowodował zgon klaczy - podała agencja.


Były prezes potwierdza


Były prezes stadniny w Janowie Podlaskim Marek Treala powiedział na antenie Polsat News, że okres po porodzie sprzyja takim sytuacjom. Przypomniał, że w podobny sposób zmarła inna klacz - Pianissima. Według Treli był to przypadek losowy.


- Jako lekarz weterynarii wiem, że tego rodzaju przypadki się zdarzają. Skręt jelit jest to rzecz, której nie sposób przewidzieć. Jako hodowca wiem, że los zawsze uderza w najbardziej bolesnym miejscu - powiedział w Polsat News Marek Trela. Były szef satdniny w Janowie Podlaskim nie chciał prognozować, jakie kroki powinno się przedsięwziąć w tej sprawie.


Po zgonie klaczy Preria nadzorująca stadninę Agencja Nieruchomości Rolnych wysłała do Janowa kontrolerów, którzy mają wyjaśnić sprawę.

 
W podobnych okolicznościach i z podobnych powodów 17 marca padła klacz Preria, która w ramach dzierżawy przebywała w Stadninie Koni Janów Podlaski. Jak informowała wtedy Agencja Nieruchomości Rolnych, stało się to "w wyniku nagłego zachorowania" i "pomimo natychmiastowej pomocy weterynaryjnej oraz niezwłocznego transportu do specjalistycznej kliniki, klaczy nie udało się uratować". Sprawa padnięcia Prerii również została dołączona do śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Lublinie.


Obie klacze - Preria i Amra - należały do stadniny koni Halsdon Arabians, której właścicielką jest stała bywalczyni dorocznej aukcji koni arabskich Pride of Poland w Janowie Podlaskim Shirley Watts (żona perkusisty zespołu Rolling Stones). Oba konie zostały niegdyś kupione przez Watts właśnie na aukcjach w Janowie.


Członek zarządu stadniny Mateusz Leniewicz-Jaworski podczas konferencji prasowej po śmierci klaczy Preria tłumaczył, że została ona wydzierżawiona "w grupie klaczy, aby Janów Podlaski dochował się od niej potomstwa". Nie ujawnił, jakie konsekwencje przewiduje umowa dzierżawy w przypadku śmierci konia. - To jest tajemnica handlowa - zaznaczył Leniewicz-Jaworski.


W październiku 2015 r. w podobnych okolicznościach, z powodu skrętu jelit, padła inna utytułowana klacz janowskiej stadniny - Pianissima.


PiS odwołuje szefów stadnin


19 lutego decyzją nowego szefa ANR odwołano wieloletnich szefów stadnin: Marka Trelę z Janowa Podlaskiego i Jerzego Białoboka z Michałowa oraz Annę Stojanowską, pełniącą funkcję głównego specjalisty w ANR ds. hodowli koni czystej krwi arabskiej.
 

Według zwolnionych dyrektorów, działania Agencji Nieruchomości Rolnych mogą przynieść szkodę polskiej hodowli koni arabskich. A zarzuty, jakoby mieli doprowadzić do pobierania od klaczy większej liczby zarodków, niż pozwalają na to polskie regulacje i niewłaściwego nadzoru weterynaryjnego, co miało doprowadzić do śmierci klaczy Pianissimy, której wartość wyceniana była na 3 mln euro - uważają za absurdalne.


Tymczasem portal swiatkoni.pl poinformował, że nieoficjalnie dowiedział się o tym, że Shirley Watts podjęła decyzję o zabraniu koni z Polski. Ma ona zabrać także przychówek po padłych dwóch klaczach. Shirley Watts to stała bywalczyni corocznych aukcji Pride of Poland. Prowadzi stadninę Halsdon Arabians w Wielkiej Brytanii, gdzie ma ponad 300 wierzchowców. Podczas ubiegłorocznej aukcji Watts kupiła trzy konie.

 

aip24.pl, PAP, Polsat News