W czwartek siedmiu tureckich policjantów zginęło, a 27 osób zostało rannych w wybuchu samochodu pułapki w Diyarbakirze, największym mieście na południowym wschodzie Turcji, zamieszkanym głównie przez Kurdów. Atak jest przypisywany kurdyjskim separatystom.

 

- Nie możemy tego tolerować - oświadczył Erdogan w ośrodku analitycznym Brookings Institution.

 

- Mam nadzieję, że kraje europejskie i inne państwa dostrzegają prawdziwe oblicze tych, którzy stoją za tymi atakami - dodał turecki przywódca, która przybył do Waszyngtonu na Szczyt Bezpieczeństwa Nuklearnego.

 

Erdogan ocenił, że cały świat musi się zjednoczyć, by zwalczyć terroryzm i stwierdził, że Kurdowie są równie niebezpieczni co dżihadyści z Państwa Islamskiego (IS).

 

Międzynarodowa koalicja pod dowództwem USA wspiera w Syrii kurdyjską milicję YPG, czyli Ludowe Jednostki Samoobrony, zwalczającą bojowników IS. Z kolei Turcja traktuje YPG jako sojuszników rebeliantów z Partii Pracujących Kurdystanu (PKK).

 

Zachód nie może twierdzić, że istnieją "dobrzy terroryści", tylko dlatego że zwalczają oni dżihadystów z IS - przekonywał Erdogan.

 

Zanim prezydent Turcji przybył do Brookings Institution, przed budynkiem doszło do starć między ochraniającymi go tureckimi służbami a demonstrantami, którzy mieli przy sobie symbole YPG. Tureccy ochroniarze atakowali też dziennikarzy. Jeden z mężczyzn kopnął amerykańskiego dziennikarza, który próbował filmować starcia. Inni próbowali zablokować dwóm tureckim dziennikarzom wejście do think tanku. Wśród tych dziennikarzy był pracownik dziennika "Zaman", przejętego ostatnio przez tureckie władze.

 

Po starciach zaniepokojenie wyraziła amerykańska organizacja zrzeszająca dziennikarzy National Press Club. "Prezydent Turcji i jego ekipa bezpieczeństwa są gośćmi w USA" - oświadczył w komunikacie szef organizacji Thomas Burr. "Nie mają prawa podnosić ręki na reporterów, demonstrantów ani nikogo innego", a "Erdogan nie może eksportować" łamania praw człowieka i swobody wypowiedzi, do których dochodzi w Turcji - dodał.

 

"Tak zwani dziennikarze"

 

Turecki prezydent bronił w swym przemówieniu działań rządu w Ankarze przeciwko tureckim mediom. Mówiąc o 52 "tak zwanych dziennikarzach", którzy przebywają za kratkami, podkreślił, że osoby te "zostały już skazane za działalność terrorystyczną lub za udział w organizacji terrorystycznej".

 

"Jeśli chcecie poznać szczegóły, z przyjemnością się z wami nimi podzielę" - powiedział, trzymając w ręku plik dokumentów.

 

"W tureckich więzieniach nie ma dziennikarzy, którzy zostali skazani z powodu wykonywanego zawodu" lub z naruszeniem wolności wypowiedzi - oświadczył.

 

Biały Dom ogłosił, że prezydent USA Barack Obama spotkał się w czwartek z Erdoganem na marginesie Szczytu Bezpieczeństwa Nuklearnego. Spotkanie nie było wcześniej planowane.

 

PAP