W ostatnich miesiącach pisarz, już poważnie chory, brał udział w przygotowaniu do druku swej ostatniej książki „A Nezoe" (Widz), zawierającej jego wpisy z dziennika z lat 1991-2001.

 

Kertesz urodził się 9 listopada 1929 r. w Budapeszcie. W czerwcu 1944 r., w wieku 14 lat, został wywieziony do Auschwitz z powodu żydowskiego pochodzenia. Ostatecznie trafił do obozu w Buchenwaldzie, a po jego wyzwoleniu wrócił na Węgry.

 

Nawiązująca do jego przeżyć obozowych debiutancka powieść„Los utracony" ukazała się w 1975 r. Tworzy ona trylogię wraz z utworami "Fiasko" i "Kadysz dla nienarodzonego dziecka".

 

"Los utracony" to opowieść czternastoletniego chłopca, Żyda z Budapesztu, który wczesnym latem 1944 r. trafił do Auschwitz, a stamtąd do obozu w Buchenwaldzie. Z naiwnym, dziecinnym jeszcze zainteresowaniem obserwuje świat, podróż w wagonach bydlęcych, selekcję więźniów, głód, okrucieństwo strażników. Bohater nikogo nie obwinia, nie ocenia koszmaru, który przeżywa, przeciwnie, usiłuje przystosować się do wymagań oprawców. Zaczyna utożsamiać się z narzuconym mu przemocą losem. Po powrocie do Budapesztu nie potrafi porozumieć się z ludźmi, którzy nie są w stanie zrozumieć jego sposobu myślenia. Budzi się w nim przekonanie, że prawdziwe życie - i szczęście - było w obozie.

 

Pierwszy węgierski noblista

 

W 2002 r. Kertesz jako pierwszy węgierski pisarz otrzymał literacką nagrodę Nobla - "za powieści, które przeciwstawiają osobiste doświadczenie jednostki brutalnym zrządzeniom historii".

 

Twórczość pisarza pozostawała pod wpływem dramatycznych wydarzeń z życia autora - Holokaustu, a potem lat przeżytych w komunizmie. Kertesz podkreślał jednak, że swoje przeżycia traktował tylko jako materiał do tworzenia powieści i w żadnym razie nie należy ich traktować jako autobiografii.

Był też tłumaczem - przekładał m.in. dzieła Fryderyka Nietzschego i Zygmunta Freuda.

 

Kertesz był laureatem wielu nagród międzynarodowych i węgierskich. W 2014 r. został uhonorowany najwyższym odznaczeniem węgierskim, Orderem Świętego Stefana.

 

PAP