55-letnia kobieta, która na oddziale anestezjologii i reanimacji pracowała około 20 lat, została zatrzymana na lotnisku, gdy wracała z mężem z urlopu.

 

Oskarżona jest o to, że w latach 2014-2015 uśmierciła 13 pacjentów hospitalizowanych z różnych przyczyn, na przykład z powodu złamania kości udowej. Żadna z tych osób nie była śmiertelnie chora i każda miała szansę wrócić do zdrowia.

 

"Działała z wyjątkowym okrucieństwem"

 

Zastrzyki z nieprzepisanej im heparyny w dawkach przekraczających nawet 10-krotnie dopuszczalne normy, wywołały u nich natychmiastowe i rozlegle krwotoki, które spowodowały śmierć. Pielęgniarka działała z wyjątkowym okrucieństwem - twierdzą przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości.

 

Dowództwo specjalnej jednostki karabinierów, która aresztowała kobietę, wyjaśniło, że cierpi ona na depresję i przeszła specjalistyczną terapię. W październiku 2015 roku została przeniesiona do pracy na inny oddział szpitalny. Wtedy na reanimacji odnotowano znaczny spadek liczby zgonów.

 

PAP