Prezydent Andrzej Duda, który rozpoczął w środę kilkudniową wizytę w Stanach Zjednoczonych poinformował, że zamierzenia, które Polska wyraziła m.in. we "wspólnej deklaracji bukaresztańskiej przywódców państw Europy Środkowo-Wschodniej, właściwie są już w trakcie realizacji". - Amerykanie oświadczyli dzisiaj, że do Europy Środkowo-Wschodniej zostanie wysłana brygada wojsk amerykańskich, brygada pancerna uzbrojona w najnowocześniejszy sprzęt - powiedział Duda na spotkaniu z polskimi dziennikarzami.


- Mówimy, jakby to było załatwione – zauważył ambasador. Przypomniał jednak, że "ta decyzja musi być zaaprobowana przez Kongres, a to nie jest takie proste".

 

- Jeśli Rosja będzie dalej prowadzić politykę antyamerykańską, antynatowską, jeśli będzie prowadzić liczne ćwiczenia wojskowe, to wydaje mi się, że znajdzie się większość na zatwierdzenie tej propozycji – ocenił Nowak. W związku ze zmianą prezydenta i układu sił w Kongresie, ambasador ocenił, że "kłopot byłby ewentualnie z Trumpem, bo to, co on mówi, to by świadczyło, że może pójść w przeciwną stronę".

 

"Teatr działań wojennych"

 

Ambasador pytany był o to, czy na przygotowanie tej decyzji o wysłaniu brygady wojsk amerykańskich do Europy Środkowo-Wschodniej miała wpływ postawa Rosji – brak jej obecności na szczycie nuklearnym NATO oraz jej zachowanie wobec Ukrainy. - Wyzywająca postawa Rosji niewątpliwie na to wpłynęła – odpowiedział Nowak. Dodał, że w Waszyngtonie "nie ma chęci napinania stosunków z Rosją, bo (Amerykanie – red.) zdają sobie sprawę, że każda decyzja pociąga za sobą dalsze reakcje". - Jest to łańcuch działania, który przekształca się w logikę napinania spirali zbrojeń - ocenił.

 

Nowak dodał, że "nie chodzi o to, by doprowadzić do spięcia i konfliktu zbrojnego". Jego zdaniem najważniejsze jest "takie prowadzenie powstrzymywania i reagowania, aby do konfliktu nie doszło".

 

Brygady wojsk amerykańskich mają być wyposażone w wysokiej klasy sprzęt. Rosja, znajdująca się w sytuacji kryzysowej, nie jest w stanie przeznaczać wysokich środków finansowych na ten wyścig zbrojeń. Nowak ocenił jednak, że "oni mogą rzucać w tym teatrze działań wojennych większe ilości dobrze przeszkolonych żołnierzy, mogą przerzucać sprzęt w większej ilości". – Przypomnijmy, że ćwiczenia rosyjskie to 35-40 tys. żołnierzy. Po stronie NATO to jest 6-12 tys. – dodał.

 

Polsat News