Sanchez, został odnaleziony w kolumbijskiej prowincji Meta. Czuje się dobrze. Przyznał, że "zgubił się, ponieważ nieopatrznie oddalił się od swoich kolegów podczas patrolu, sprawdzając okolice słynące z aktywności rebeliantów". 

 

Gdy chciał wrócić do towarzyszy zorientował się, że w gęstej dżungli nie potrafił odnaleźć drogi powrotnej.

 

Żołnierz opowiadał, że pierwszej nocy usiadł spokojnie w miejscu licząc, że koledzy go odnajdą, ale po kilku godzinach, zniecierpliwiony zdecydował ruszyć się z miejsca. - Po pewnym czasie spacerowania zorientowałem się jednak, że wróciłem do punktu wyjścia, a więc, że kręcę się w kółko - powiedział BBC World.

 

Żołnierz przyznał, że jedną z największych dolegliwości był dla niego deszcz. - Padało codziennie i wszystko miałem przemoczone - przyznał.

 

Relacjonował również, że w momencie załamania, gdy doszedł do wniosku, że "wszystkie okoliczności losu są przeciwko niemu", postanowił sobie zrobić wszystko aby przeżyć, wrócić do domu i raz jeszcze przytulić swoją mamę.

 

 

Yeffer Sánchez miał przy sobie maczetę i karabin. Nie do przecenienia był również kamuflaż.

 

Nierzucające się w oczy ubranie pomagało mu unikać zarówno dzikich zwierząt jak i bojowników komunistycznej  kolumbijskiej organizacji partyzanckiej FARC, która od lat, przez żołnierzy jest regularnie zwalczana.

 

Poszukiwanie wody i jedzenia

 

W trakcie 23 dni żołnierz wielokrotnie wykorzystywał umiejętności, które zdobył na przygotowujących go do służby "kursach przetrwania". - Naśladując małpy odżywiałem się m.in.  nasionami - powiedział. Opowiadał również o wykorzystywanych przez siebie sposobach na pozyskanie wody, którą wypijał z pni bananowca oraz lian.

 

- Gdy wymagała tego sytuacja, na surowo zjadłem nawet żółwia. Nie smakował mi, ale wiem, że uratował życie - podsumował.

 

 

polsatnews.pl, bbc.com/mundo