W programie "Kontrwywiad" Lassota mówił m.in o motywacji, jaka kierowała nim przy zakładaniu podsłuchów.

 

- Poczucie złości, poczucie tego, co wiedziałem, tego zawłaszczania państwa, kupczenia nim, bezkarny sposób traktowania go, gdzieś narastało i była to jedna z rzeczy, którą mogłem zrobić. Nie było wielu innych dostępnych możliwości, więc to robiłem - wyjaśnił i dodał: - Nie czuję się Konradem Wallenrodem i zbawcą.

 

Lassota opowiadał, że zawiódł się na wielu politykach, jako przykład wymieniając Radka Sikorskiego, "który przedstawiany był w samych superlatywach i peany były na jego cześć wypowiadane". - Brutalne zderzenie z rzeczywistością pokazało, że jest to człowiek zupełnie inny - stwierdził.

 

Dziejowa sprawiedliwość

 

Zapytany, czy jest dumny z tego, że te nagrania okazały się być solidnym gwoździem do trumny rządów PO, odpowiedział, że ma poczucie "dziejowej sprawiedliwości", że ludzie, którzy dopuszczali się "tego kupczenia i zawłaszczania państwem, jednak skandalicznych rzeczy i rozmów, ponieśli tego konsekwencje".

 

Pojawił się również wątek prywatyzacji Ciechu: - To w klubie Polskiej Rady Biznesu spotykali się przedstawiciele rządu z Janem Kulczykiem i negocjowali ceny, to właśnie tam kwestia ceny akcji całej reszty była ustalana - powiedział kelner.

 

Pytany o wersję zeznań, która przedostała się do mediów stwierdził, że "był do niej przymuszony". Lassota twierdzi że policja przedstawiła mu schemat, jak mają wyglądać dalsze zeznania.
 
- Policjanci zastraszali mnie, pokazywali mi wizerunki osób, które miały mnie zabić - tłumaczył.

 

"Afera taśmowa" wybuchła w czerwcu 2014 roku. Ujawniono wówczas w tygodniku "Wprost" szczegóły rozmów polityków, w większości z Platformy Obywatelskiej. Konsekwencje dotknęły jedynie szefa MSWiA Bartłomieja Sienkiewicza, który podał się do dymisji. Kelnerzy m.in w restauracji Sowa i Przyjaciele nagrali ministrów MSWiA, MSZ i szefa NBP. 

 

rmf24.pl, polsatnews.pl