Deflacja znów nieco zaskoczyła ekonomistów. Przed publikacja danych przewidywali, że w marcu ceny towarów i usług spadną o 0,8 proc. w ujęciu rocznym i wzrosną o 0,2 proc. w ujęciu miesięcznym. W lutym deflacja wynosiła 0,8 proc.

 

Ze spadkiem cen mamy do czynienia od lipca 2014 roku, czyli od 21 miesięcy.

 

Jak podkreśla analityk banku Pekao Wojciech Matysiak czwartkowe szacunki mają charakter wstępny. - Struktura deflacji zostanie opublikowana 15 kwietnia. Przypuszczamy, że główną przyczyną spadku deflacji był efekt wysokiej bazy związanej ze wzrostami cen paliw - ich skala w tym roku była niższa niż rok wcześniej. Oceniamy, że w kolejnych miesiącach CPI będzie stopniowo wzrastał. Spodziewamy się, że inflacja wróci na dodatnie poziomy pod koniec roku. W naszej ocenie Rada Polityki Pieniężnej nie zmieni stóp procentowych w najbliższym czasie - zauważył.

 

Deflacja znów większa, niż się spodziewano

 

Zdaniem eksperta Pracodawców RP Łukasza Kozłowskiego deflacja konsekwentnie zaskakuje in minus, bo kolejny raz z rzędu jej rozmiar okazuje się być większy, niż wcześniej się spodziewano.

 

- Dzieje się tak nie tylko za sprawą wciąż tańszych niż przed rokiem paliw, lecz również spadku cen innych artykułów. Mimo wszystko nasza gospodarka poważnie z tego powodu jeszcze nie ucierpiała - zauważa Kozłowski.

 

Jego zdaniem, choć jeden z głównych motorów deflacji w poprzednich kwartałach - czyli spadające ceny żywności - zaczął wygasać, to utrzymujący się spadek cen paliw w ujęciu rok do roku, w połączeniu z taniejącymi pozostałymi produktami, o czym - jego zdaniem - świadczy ujemny roczny wskaźnik inflacji bazowej po wyłączeniu cen energii i żywności) powoduje, że wciąż mamy do czynienia ze sporą deflacją, sięgającą już niemal 1 proc. w skali roku. Przyczyniła się do tego również niedawna zmiana koszyka inflacyjnego GUS.

 

- Choć deflacja tradycyjnie utożsamiana jest z dekoniunkturą, do tej pory nie wyrządziła ona poważnych szkód polskiej gospodarce. Tańsze nośniki energii w pewnej mierze wręcz napędzają jej wzrost, korzystnie oddziałując na stronę podażową za sprawą obniżonych kosztów produkcji. Nie mają również na co narzekać pracownicy, gdyż przy utrzymaniu względnie stałego tempa wzrostu płac nominalnych, realna siła nabywcza ich dochodów zwiększa się jeszcze szybciej - zaznacza w komentarzu.

 

Kozłowski zauważa, że duża skala deflacji oraz po raz kolejny obniżone projekcje inflacyjne NBP mogą zostać uznane przez Radę Polityki Pieniężnej za przesłankę przemawiającą za obniżką stóp procentowych, zwłaszcza biorąc pod uwagę stosunkowo gołębie nastawienie większości jej nowych członków.

 

PAP