Sejmowa komisja kontynuuje posiedzenie, na którym minister obrony przedstawia informację na temat powodów i podstaw wznowienia badania katastrofy smoleńskiej. Wnioskowali o to posłowie PO i Kukiz'15. Pierwsze posiedzenie w tej sprawie odbyło się przed dwoma tygodniami, ale zostało przerwane z powodu głosowania w Sejmie.

 

- Powodem powołania tej komisji, zgodnie z rozporządzeniem ministra obrony narodowej, było ujawnienie ukrywanych lub nieznanych informacji mających istotne znaczenie dla badania, które nie były badane z różnych powodów: złej woli, nieświadomości, błędów, niewiedzy - powiedział minister.

 

- Fakt, że nie podjęto badania jednego z głównych systemów samolotu obarczonych wadą fabryczną, jest wystarczającym powodem do takiej decyzji. Ja nie wskazuję przyczyn tej tragedii. Ja wskazuję przyczyny powołania komisji, która ma to zbadać - dodał.

 

Pytany po obradach o jaką część Tu-154M chodzi, Macierewicz odmówił odpowiedzi. - Nie chcę wskazywać precyzyjnie tych elementów, które mogą być później przedmiotem manipulacji szkodzącej procesowi wyjaśniania - uzasadnił.

 

"Oddano postępowanie w ręce rosyjskie"

 

Zdaniem ministra Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP), która w latach 2010-11 pod przewodnictwem Jerzego Millera badała katastrofę smoleńską, oparto na tezie, która "odrzucała porządek prawny RP". Jak mówił, powinna ona pracować w oparciu o zasady wynikające z polsko-rosyjskiej umowy z 1993 r., mówiącej o tym, że katastrofy bada wspólna komisja, składająca się z dwóch komisji z Polski i Rosji. - Zamiast tego oddano postępowanie wyjaśniające tragedię smoleńską w ręce rosyjskie - ocenił Macierewicz.

 

Podkreślił, że był obowiązek powołania komisji natychmiast po katastrofie, gdy tymczasem zrobiono to dopiero decyzją z 15 kwietnia. - Zapewne nie byłoby potrzeby powoływania tej komisji, którą teraz powołaliśmy, gdyby - powołując komisję Millera - postępowano zgodnie z prawem, ale tak niestety nie było - powiedział Macierewicz.

 

Jak mówił, w pierwszych dniach po katastrofie Rosjanie nie dopuszczali Polaków do wraku i miejsca katastrofy. - Rząd Donalda Tuska złamał prawo RP. Zamiast powołać wspólną z Rosjanami komisję, w oparciu o porozumienie z 1993 r., zgodził się na dyktat tzw. konwencji chicagowskiej. W istocie była to samowola strony rosyjskiej, którą zaakceptowaliście - powiedział Macierewicz. Jego zdaniem było to "źródło wszystkich popełnionych później błędów".

 

Macierewicz ocenił, że raport Millera jest "fałszywy i nieprawdziwy". Jego zdaniem ówcześni rządzący zapomnieli o odpowiedzi RP na projekt raportu Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), który badał katastrofę smoleńską z ramienia Rosji, że "wszystkie przyczyny (katastrofy - red.) są niezgodne z prawdą i że badanie trzeba rozpocząć od nowa". Podkreślił przy tym, że ustalenia MAK i komisji Millera były takie same.

 

Siemoniak: celem szefa MON - Donald Tusk

 

Po wystąpieniu Macierewicza b. szef MON Tomasz Siemoniak (PO) ocenił, że prawdziwym celem szefa MON jest b. premier z PO Donald Tusk. - Wyraźnie widać, że w całym tym działaniu chodzi o osobę Donalda Tuska i że te prace, które podjął minister Macierewicz, służą temu, żeby właśnie do Donalda Tuska dotrzeć, stawiając mu jakieś absurdalne zarzuty - powiedział Siemoniak. - Nie przekonał nas pan co do tego, że istniała potrzeba powołania podkomisji - dodał.

 

Macierewicz podkreślał, że raport komisji Millera został zatwierdzony przez Siemoniaka. - To nie jest żadna tajemnica. Zgodnie z prawem zatwierdziłem ten raport, mając taką kompetencję i nie wiem, czemu pan o tym mówił w tonie jakiegoś odkrycia - odpowiedział były minister obrony.

 

Obecny szef MON ripostował, że zatwierdzając raport, Siemoniak zakwalifikował katastrofę do kategorii obejmującej m.in. błąd w technice pilotażu i tym samym - zdaniem Macierewicza - zdefiniował, że jest to wypadek, w którym winni są piloci. - Przed śledztwem prokuratorskim, przed procesem w tej sprawie pan już wskazał winnego. Co więcej, pan już uniewinnił tych, którzy mogą być wskazani jako winni - powiedział Macierewicz.

 

PO: prokuratorzy z zemsty przesunięci do "zielonych garnizonów"

 

Posłowie PO pytali m.in. o przesunięcie prokuratorów wojskowych, którzy byli zaangażowani w śledztwo smoleńskie, do "zielonych garnizonów" - w małych miejscowościach w różnych częściach kraju. Marcin Kierwiński pytał, czy to nie jest rewanż polityczny, natomiast Tomasz Siemoniak zarzucił szefowi MON brak szacunku dla podwładnych.

 

Macierewicz podkreślił, że żaden z prokuratorów nie został zdegradowany.

 

- Zostali przeniesieni do rezerwy kadrowej i wskazano im miejsce, gdzie mają pełnić służbę w tych stopniach, jakie mieli, w żadnych innych. Nadal, jeżeli tak zdecyduje prokurator generalny, będą pełnili funkcje prokuratorów. Minister obrony narodowej tylko decyduje, w którym miejscu będą pełnili służbę. To miejsce zostało im wskazane zgodnie z potrzebami wojska. Nie ma to nic wspólnego ani z zemstą, ani z degradacją, ani z bezprawiem - uzasadnił szef MON.

 

"Wymazuję z mojej pamięci nazwisko tego człowieka"

 

Poseł PO Stefan Niesiołowski zapytał ministra, jak skomentuje doniesienia na temat dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika, który miał pozostawać w kokpicie TU-154M do momentu katastrofy. Zdaniem Niesiołowskiego, jednym z powodów tragedii było m.in. wywieranie presji na pilotów, co miało utrudniać lub uniemożliwiać im skierowanie samolotu na inne lotnisko.

 

- To była istota tej katastrofy. I to wszystko, a reszta to są pana fantazje i insynuacje - argumentował Niesiołowski.

 

Szef MON odpowiedział, że poseł PO powtarza najgorsze oszczerstwa wobec gen. Błasika.

 

- Wymazuję z mojej pamięci nazwisko tego człowieka, który to zrobił, mimo wszystkich lat, także tych, które mnie z nim łączyły. Po tym, co dzisiaj zrobił, wymazuję z pamięci nazwisko tego człowieka. Szkalowanie rosyjskimi słowami generała Błasika nie jest nawet podłością. Jest tym, co słusznie Sienkiewicz nazwał zaprzaństwem - powiedział minister.

 

"Jestem gotów rozszerzyć skład komisji"

 

Zwracając się do posłów opozycji, szef MON zadeklarował, że jest gotów rozszerzyć skład członków podkomisji badającej katastrofę.

 

- Jeżeli państwo uważacie (...), że skład komisji jest, z jakiegoś punktu widzenia, naukowego lub jakiegokolwiek innego, niereprezentatywny, że uważacie, że powinien tam być jeszcze jakiś specjalista, którego chcecie wskazać i który chce wziąć udział w tej pracy, jestem gotów to zrobić. Jestem gotów rozszerzyć skład komisji o osoby wskazane przez państwa - powiedział.

 

- Niewątpliwie im więcej kompetentnych ludzi chce pochylić się nad tą tragedią, tym lepiej, a nie gorzej. I bardzo proszę o to, żeby zamiast atakować ludzi, którzy zdecydowali się na tę ciężką pracę, pochylili się państwo nad tym, jak ułatwić im zadanie, być może właśnie przez wskazanie znanych sobie kompetentnych naukowców. Rozszerzę wtedy skład komisji. Podejmę taką decyzję - zadeklarował minister.

 

Szef MON na początku lutego podpisał rozporządzenia ws. organizacji oraz działania Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP). Dają mu one prawo do wznowienia badania wypadku lub incydentu lotniczego, "gdy zostaną ujawnione nowe okoliczności lub dowody mogące mieć istotny wpływ na ich przyczyny". Jedocześnie minister powołał podkomisję w ramach KBWLLP do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej. Na początku marca zebrała się ona na pierwszym posiedzeniu.

 

 

 

PAP, polsatnews.pl