Thalys znany jest z kolei dużych prędkości - przewoźnik obsługuje swoje trasy pociągami TGV.

 

Oczkiem w głowie francusko-belgijskiej spółki jest połączenie pomiędzy Paryżem a Brukselą. 300-kilometrowa trasa pomiędzy dwiema stolicami jest pokonywana w mniej niż 1,5 godz., przez co ruch lotniczy na tej linii został niemal wyeliminowany.

 

Teraz firma na tej samej trasie uruchamia nową, tańszą markę - Izy. Będzie funkcjonowała jak tanie linie lotnicze, a pasażerowie, którzy kupią najtańsze bilety, będa musieli liczyć się z niższym komfortem podróży.

 

Podróż przy wysokim stole

 

W Izy pasażerowie będą mogli zająć miejsca w czterech klasach. Ceny najdroższych biletów rozpoczną się od 29 euro w jedną stronę. Normalny bilet, w klasie "standardowej", będzie kosztować co najmniej 19 euro, co stanowi mniej niż połowę ceny najtańszego biletu w szybkich pociągach Thalys.

 

Nowością - przynajmniej dla Francuzów i Belgów - są bilety czwartej klasy. Pasażerowie, którzy je kupią, nie będą mieli gwarancji miejsca siedzącego, co w praktyce oznacza podróż na stojąco. 10 osób będzie mogło stać w "niewykorzystywanej strefie w bufecie". Przewoźnik informuje, że "dla komfortu" pasażerów udostępnia... wysokie stoły.

 

Rękawica rzucona innym przewoźnikom

 

Bilet bez miejsca będzie kosztować 10 euro - to konkurencja dla firm, takich jak Megabus, którego autobusami podróż między Paryżem a Brukselą trwa cztery godziny, a ceny biletów zaczynają się od 8 euro.

 

Podróż pociągiem Izy będzie dłuższa o godzinę niż szybkim pociągiem Thalys - potrwa ok. 2,5 godziny, a skład pojedzie bardziej krętą, mniej uczęszczaną trasą.

 

Pierwszy kurs Izy odbędzie się 3 kwietnia.

 

independent.co.uk