Nazwa pochodzi od Daniela Kokosińskiego, który w 2009 roku przeniósł się ze Znicza Pruszków do grającej w Ekstraklasie Polonii Warszawa. W tamtym czasie "Czarne Koszule" należały do Józefa Wojciechowskiego i były jednym z najbogatszych polskich klubów.

 

Kokosiński, choć kosztował pół mln zł, przy Konwiktorskiej się nie sprawdził, a Wojciechowski chciał się z nim rozstać już po jednej rundzie. Kontrakt gwarantował jednak Kokosińskiemu dobrą pensję - 20 tys. zł miesięcznie. Z tego powodu piłkarz przez kolejne 2,5 roku odmawiał rozwiązania go.

 

Obrońca został odsunięty od pierwszego zespołu, a później od drugiego i w końcu rozpoczął samodzielne treningi - stąd nazwa "Klub Kokosa". Polonia przez cały ten czas nie mogła jednak rozwiązać kontraktu z winy zawodnika, ponieważ piłkarz sumiennie wykonywał swoje obowiązki. Kokosiński z Polonii zniknął dopiero po zakończeniu umowy.

 

Problem w całej Europie

 

"New York Times" przekonuje, że z podobnymi przypadkami można się spotkać w całej Europie, zwłaszcza w klubach wschodnich. Artykuł poświęcony sprawie znalazł się na wtorkowej okładce nowojorskiego wydania gazety.

 

Opisano przykład Sebino Plaku. Albański napastnik trafił do Śląska Wrocław w 2013 roku. Dziennik przedstawia rozmowę z piłkarzem, który według swojej relacji w sierpniu 2014 roku został zaproszony na spotkanie przez dwóch klubowych działaczy. Przedstawiono mu nowy kontrakt obniżający jego pensję o połowę. Według Plaku, działacze poinformowali go, że jeśli nie podpisze dokumentu, "zniszczą jego karierę".

 

Plaku odmówił, przez co w kolejnych miesiącach - jak informuje "NYT" - w czasie sprawy przeciw klubowi musiał mierzyć się z działaniami, które miały na celu "wyizolowanie go, upokorzenie i zastraszenie, a ostatecznie zniszczenie jego kariery zawodowej".

 

Kary za spóźnienie

 

Dziennik wymienia, że Plaku musiał trenować samotnie trzy razy dziennie i często nie miał czasu na posiłek pomiędzy sesjami, otrzymywał olbrzymie kary nawet za 30-sekundowe spóźnienie oraz zajmował się "poniżającymi" działaniami, takimi jak rozdawanie gazet w centrum miasta.

 

W lutym 2015 roku na wniosek Albańczyka jego kontrakt z polskim klubem został rozwiązany przez Izbę ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych przy PZPN. Izba nie stwierdziła jednak żadnej winy klubu, więc zawodnik nie otrzymał wyrównania do końca obowiązywania kontraktu.

 

"W fabryce pracują po trzynaście godzin dziennie"

 

Dziennik zdobył komentarz do sprawy od rzecznika klubu Krzysztofa Świercza, według którego Śląsk "nie ma sobie nic do zarzucenia".

 

- Jest wielu profesjonalnych piłkarzy, którzy trenują dwa lub trzy razy dziennie i nigdy nie narzekają; są profesjonalistami w każdym calu. Są ludzie, którzy pracują w fabrykach po trzynaście godzin dziennie i zarabiają w ciągu miesiąca tysiąc złotych. Oni też nie narzekają. Czy Plaku naprawdę ma na co narzekać? - powiedział Świercz.

 

Zmuszani do samodzielnych treningów

 

Autor tekstu przywołuje badania FIFPro, międzynarodowej organizacji zrzeszającej piłkarzy, według której w 12 państwach Europy Wschodniej średnio jeden na sześciu zawodników był zmuszany do samodzielnego trenowania, a 40 proc. graczy w Polsce przyznało, że wie o przynajmniej jednym takim incydencie.

 

"NYT" dodaje jednak, że przypadki nękania piłkarzy zdarzają się nie tylko w "małych klubach, jak Śląsk Wrocław", ale i w takich uznanych zespołach, jak Chelsea czy Manchester United.

 

Te słowa nie są jednak podparte żadnymi przykładami. Przywoływana jest za to historia kapitana Ajaksu Amsterdam z zeszłego sezonu, Nicolai Boilesena, który odmówił przedłużenia kontraktu i został odsunięty od pierwszego składu.

 

- Nicolai podjął decyzję. Jeśli nie akceptujesz naszej oferty, musisz mierzyć się z konsekwencjami - mówił po tym wydarzeniu trener zespołu Frank de Boer.

 

nytimes.com