"To był tragiczny splot dwóch błędnych decyzji" - powiedział Herrmann w wywiadzie dla niemieckiej gazety. Dyspozytor pozwolił wjechać na jeden tor dwóm pociągom z przeciwnych kierunków, a następnie popełnił kolejny tragiczny błąd - poinformował bawarski polityk.

 

"Gdy zauważył swój pierwszy błąd, chciał wysłać sygnał ostrzegawczy do obu maszynistów. Nacisnął jednak - prawdopodobnie ze zdenerwowania - niewłaściwy przycisk" - wyjasnił Herrmann. Radiotelegram dotarł omyłkowo do innych dyspozytorów w okolicy, zamiast do maszynistów obu składów. "Dopiero po interwencji innych dyspozytorów wysłany został drugi sygnał, tym razem pod właściwym adresem, jednak dotarł on do adresatów za późno" - powiedział szef bawarskiego resortu spraw wewnętrznych.

 

Według Herrmanna, gdyby pierwszy sygnał dotarł do maszynistów, katastrofy dałoby się prawdopodobnie uniknąć i nikt by nie zginął. W przygotowywanym akcie oskarżenia mowa jest o nieumyślnym zabójstwie. "Wykluczone zostały wszystkie możliwe usterki techniczne" - podkreślił szef bawarskiego MSW.

 

Do czołowego zderzenia dwóch lokalnych pociągów na jednotorowym odcinku między Holzkirchen i Rosenheim doszło 9 lutego koło Bad Aibling w Bawarii. W katastrofie zginęło 11 osób, a 85 zostało rannych.

 

Był to najtragiczniejszy w skutkach wypadek kolejowy w Niemczech od stycznia 2011 roku, kiedy w zderzeniu pociągu podmiejskiego z towarowym w Saksonii-Anhalcie zginęło 10 ludzi. W Bawarii więcej ofiar śmiertelnych, 41, pochłonęła katastrofa w 1975 roku, gdy na jednotorowej linii w miejscowości Warngau na południe od Monachium zderzyły się czołowo dwa pociągi pospieszne.

 

PAP