- Sam byłem świadkiem, że tzw. egipskie służby bezpieczeństwa koncentrują się czasem na jednej osobie, która przenosi butelkę wody, zaniedbując w tym czasie dziesięć kolejnych, które przechodzą bez kontroli - powiedział Waldemar Zubrzycki.

 

Zastrzegł jednak, że sygnały o tym, że ktoś jest zagrożeniem nie powinny być lekceważone.

 

- Słyszałem opinie, że teraz każdy może oświadczyć, że ma na sobie pas szahida, i że się wysadzi, i że nie można tego traktować poważnie. Nie polecam jednak prób obezwładniania takiego człowieka przez osoby, które nie są przygotowane. Trzeba potraktować go zawsze poważnie, tak jakby był rzeczywiście uzbrojony - stwierdził Waldemar Zubrzycki.

 

Samolot egipskich linii lotniczych EgyptAir, lecący z Aleksandrii do Kairu, został we wtorek porwany i zmuszony do lądowania na Cyprze. Po kilku godzinach napastnik, który groził, że ma na sobie tzw. pas szahida z ładunkiem wybuchowym, poddał się i został zatrzymany. Wcześniej samolot opuścili wszyscy przetrzymywani zakładnicy. Władze Cypru opisały napastnika jako "niestabilnego psychicznie".

 

Premier Egiptu Szerif Ismail powiedział, że napastnik zostanie przesłuchany, aby ustalić, dlaczego porwał samolot. - W pewnym momencie prosił o spotkanie z przedstawicielem Unii Europejskiej, później o to, aby samolot odleciał na inne lotnisko - oświadczył Ismail.

 

Wcześniej prezydent Cypru Nikos Anastasiadis stwierdził, że porwanie nie jest związane z terroryzmem. Szef państwa oraz źródła w cypryjskich siłach bezpieczeństwa sugerowali, że motywy porywacza są osobiste i związane z jego byłą żoną, która mieszka na Cyprze. Według cypryjskich mediów w wyrzuconym z samolotu liście napisanym po arabsku i zaadresowanym do byłej żony porywacz miał zażądać spotkania z nią.

 

polsatnews.pl, PAP