Prezydent Andrzej Duda pojawi się na Szczycie Bezpieczeństwa Nuklearnego w USA. W programie trzydniowej wizyty podanym przez Kancelarię Prezydenta RP nie ma jednak rozmowy z Barackiem Obamą.

 

- To jest pewien problem, ale wydaje mi się, że niepotrzebnie budowano atmosferę, że takie spotkanie musi być – ocenił prof. Lewicki. Przypomniał, że na szczycie spotka się ponad 50 przywódców, a "na świecie jest 180 państw i każdy chciałby się z Obamą spotkać".

 

Prezydent Barack Obama przyleci do Polski na lipcowy szczyt NATO w Warszawie i – według amerykanisty – będzie to okazją do dłuższego spotkania prezydentów Polski i USA.  – To my będziemy gospodarzem i możemy wyznaczać pewne sprawy. Oczywiście nie możemy zmuszać, żeby ktoś z kimś się spotkał, ale to już strona polska będzie miała więcej do powiedzenia – stwierdził.

 

"Przedmiot szczytu jest poza naszymi zainteresowaniami"

 

Prezydencki minister Krzysztof Szczerski zaznaczył, że wizyta Andrzeja Dudy w stolicy Stanów Zjednoczonych ma dwa podstawowe cele. Pierwszy - mówił - to uczestnictwo w spotkaniu kilkudziesięciu przywódców państw świata i rozmowa o bezpieczeństwie nuklearnym w wymiarze wojskowym i cywilnym.

 

Według profesora Lewickiego "my nie jesteśmy mocarstwem nuklearnym i mamy na ten temat stosunkowo niewiele do powiedzenia". - To dobra okazja dla szefa państwa by porozmawiać z innymi szefami państw. Do tego się właściwie to sprowadza, bo jeśli chodzi o przedmiot szczytu to jest on poza naszymi zainteresowaniami - ocenił.

 

Zdaniem amerykanisty "zadaniem prezydenta wtedy, kiedy będzie w USA, powinno być spotkanie się z tymi, którzy mają wątpliwości" co do działań polskiego rządu. - Z dziennikarzami, grupami, które mówią, że nie jest w porządku i przekonać ich. Jeżeli grupa polityków jest przekonana, że ma racje, a inni źle to widzą, to trzeba to wykazać, umieć udowodnić swoją rację – podsumował prof. Lewicki.

 

Polsat News