Jak powiedział Łukasz Zimnoch z Tauronu Dystrybucji, to niespotykana dotąd skala strat będących następstwem pojedynczego zdarzenia.


- Skala zniszczeń jest gigantyczna. Oprócz linii wysokiego napięcia 110 kilowoltów, uszkodzone zostały też m.in. trzy linie średniego napięcia - wskazał rzecznik. - Przy największych wichurach, gdy mamy do wymiany jeden słup wysokiego napięcia, to jest naprawdę duże wydarzenie - dodał.


Serię zniszczeń zapoczątkował ok. godz. 22 w sobotę pożar sterty opon na nielegalnym składowisku w okolicach tyskiej ul. Urbanowickiej. Temperatura opon, które najprawdopodobniej zostały podpalone, doprowadziła do zawalenia się słupa wysokiego napięcia, który pociągnął za sobą trzy inne słupy wysokiego napięcia.


Dostawy prądu niezagrożone


Jak podała w niedzielę tyska policja, początkowo z obawy o przesunięcie się linii i opadnięcie jej na domy, ewakuowani zostali mieszkańcy okolicznych budynków. Tuż przed północą dowodzący akcją zezwolił im na powrót do domów.


Waląca się linia wysokiego napięcia uszkodziła jednak m.in. krzyżujące się poniżej trzy linie średniego i fragmenty sieci niskiego napięcia. Sytuację pożarową opanowano ok. godz. 2 w nocy, po niespełna trzech kolejnych godzinach przywrócono zasilanie niemal wszystkim dotkniętym awariami odbiorcom - łącznie było ich 397.


- Na miejscu są nasze służby i agregaty, żeby utrzymać tamten system zasilania, aby nasi klienci w święta mieli dostawy prądu - podkreślił Zimnoch. Ocenił, że jeżeli rzeczywiście doszło do podpalenia, należy mówić o działaniu zagrażającym bezpieczeństwu publicznemu.


Miejsce, gdzie doszło do zdarzenia, to peryferyjna dzielnica Tychów z osiedlem domów jednorodzinnych. W pobliżu znajduje się tyska strefa przemysłowa. Po pożarze i zawaleniu się linii energetycy przywrócili możliwie szybko zasilanie odbiorcom indywidualnym.


W niedzielę od rana obecni na miejscu policjanci, prokurator, strażacy oraz biegły z zakresu pożarnictwa wykonywali czynności zmierzające do ustalenia przyczyn pożaru. Śledczy wraz z biegłym nie wykluczyli podpalenia.

 

 

 

PAP