Nidhi Chaphekar, bo tak nazywa się jedna z dwóch bohaterek fotografii (na zdjęciu - po prawej, w żółtym żakiecie), pracuje dla linii lotniczych Jet Airways. We wtorek miała lecieć do Bombaju.

 

Po zamachu na lotnisku, w wyniku którego zginęło 11 osób, gruzińska dziennikarka, Ketevan Kardava, która z Brukseli miała lecieć do Genewy, zobaczyła ranną Nidhi siedzącą obok drugiej, także poranionej kobiety. Gruzinka zrobiła im zdjęcie. Jak potem powiedziała, to jedyne, co mogła w tamtej chwili zrobić.

 

Zdjęcie bardzo szybko, jako jedno z pierwszych dokumentujących tragiczne wydarzenia na lotnisku Zaventem, trafiło na portale społecznościowe, a internauci zaczęli je udostępniać, dodając do niego hashtag #PrayForNidhi (Módl się za Nidhi). W ten sposób fotografia rannej Hinduski, w poszarpanym ubraniu odsłaniającym jej ciało, obiegła świat. A dziś trafiła na czołówki gazet.

 

 

Długie oczekiwanie na kontakt

 

Jednak gdy zdjęcie już krążyło w sieci, rodzina stewardesy przeżywała dramatyczne chwile. Mąż Nidhi nie mógł się z nią skontaktować. Dowiedział się później, że jego żona żyje, ale nie mógł z nią porozmawiać. - Chciałem usłyszeć jej głos - powiedział dziennikarzom Rupesh Chaphenkar. Dodał, że dwójka ich dzieci cały czas dopytywała, co dzieje się z mamą.

 

A oni nie mogli się dodzwonić do żadnego punktu informacyjnego, linie telefoniczne uruchomione dla rodzin poszkodowanych i ofiar wtorkowych zamachów były przeciążone.

 

Nidhi jest poparzona i przeszła operację. Ale jej życiu nic nie zagraża.

 

Linie lotnicze, w których Nidhi Chaphekar od 20 lat pracuje, podziękowały jej za odwagę. - Nie możemy się doczekać chwili, gdy powitamy ją w domu - powiedział rzecznik Jet Airways. W wyniku ataku na lotnisko w Brukseli ranny został także inny pracownik hinduskich linii lotniczych, Amit Motwani.

 

 

International Business Times, Times of India