Imam podkreślił, że w Brukseli żyje kilkuset zradykalizowanych muzułmanów, którzy mogą zorganizować zamachy. Jak mówił, wielokrotnie spotkał się z takimi ludźmi i próbował przekonać ich, że islam zabrania przemocy.


Jego zdaniem, bardzo często są to ludzie, którzy "nie znają podstaw wiary, nie mówią ani trochę po arabsku, nie wiedzą nawet nic o ablucji". - Oni przecież urodzili się tu, w Belgii. A informacje o islamie, zdeformowanym, czerpią z sieci społecznościowych - tłumaczył.


Według imama, główny meczet w Brukseli "znany jest z umiaru, kieruje się tym, co w islamie nazywa się sprawiedliwym środkiem". - Ale już kilka lat temu w belgijskim islamie nastąpił rozłam, są radykalne meczety, które w ogóle nie są kontrolowane przez państwo - dodał.


"Od radykalizmu udaje mi się odwieść tylko 80 proc. rozmówców"


Mohamed Galaye Ndiaye powiedział, że od radykalizmu udaje mu się odwieść tylko 80 proc. osób, z którymi ma do czynienia. Podkreślił, że młodzi ludzie bardzo często powołują się na wersety Koranu, których "w niezwykle brutalny sposób każe się wiernym nienawidzić niewiernych, eksterminować ich".


- Ja wtedy staram się tłumaczyć, że w Koranie jest wiele sprzeczności, że nawet w samej surze 9., pod koniec wersetu 7. jest mowa o tym, że nie wolno zabijać kogoś, kto wobec nas zachowuje się sprawiedliwie. A przecież Belgia dała nam wszystko: pracę, edukację, mieszkanie. Nie można zrobić więcej - wyjaśnił.


Zdaniem imama, nie przemawia to do radykalnych muzułmanów, bo "islam wciąż stoi przed wielką reformą teologiczną".

 

Jak podkreślił, "sam prorok mówił, że co 100 lat należy taką reformę przeprowadzić, dostosować przesłanie wiary do współczesnych okoliczności i na nowo określić stosunek między muzułmanami i niemuzułmanami, nadać nowe znaczenie pojęciu obywatelstwa, od nowa określić rolę kobiety".


Zapowiedział, że przekonanie do tego wszystkich muzułmanów będzie "długą walką", a na razie wielu wyznawców islamu rozumie treści Koranu dosłownie.

 

Meczety są poza kontrolą państwa


Imam zaznaczył, że od czasu ataku na redakcję "Charlie Hebdo" "ma jedną obsesję: przekonać państwo belgijskie do ścisłej współpracy ze społecznością muzułmańską".

 

- Tylko razem będziemy mogli zwyciężyć zagrożenie terrorystyczne. Takiej współpracy, także z policją, służbami specjalnymi do tej pory jednak nie ma - podkreślił.


Wyjaśnił, że wiele meczetów pozostaje poza całkowitą kontrolą państwa. - A dopóki przesłanie nienawiści nie zostanie zakazane, przekleństwo terroryzmu nie zniknie - dodał.


"Obiecuje się im, że pójdą do nieba, jeśli zaczną zabijać"


Imam podkreślił, że jedna czwarta mieszkańców Belgii to muzułmanie, ale bardzo często żyją oni w gettach i nie wiedzą, co się dzieje na zewnątrz.


- To ogromny błąd. Wielu z nich chce żyć tak, jak w krajach arabskich, a nie państwie zachodnim, otwartym. Belgia przez lata była bardzo otwarta dla imigrantów, ale nie poszła za tym próba integracji tych społeczności. Wiele czynników tłumaczy radykalizację młodzieży. Przede wszystkim rozpad rodzin, słaba edukacja, brak perspektyw pracy i w końcu stoczenie się tych ludzi ku przestępczości - powiedział.


Jego zdaniem, to na tym etapie wielu z młodych ludzi jest werbowanych przez radykalny islam. - Obiecuje się im, że cała ich wina zostanie zmyta, że pójdą do nieba, jeśli włączą się do dżihadu, zaczną zabijać ludzi - dodał.


Imam podkreślił, że sam przez długi czas myślał, iż odesłanie dżihadystów na Bliski Wschód jest dobrym rozwiązaniem, ale "to było naiwne, bo wielu z nich wróciło". 

 

Rzeczpospolita