Mimo, że Turcja zgodziła się przyjąć z powrotem każdego imigranta, który nielegalnie dotarł na greckie wyspy, a w zamian za to, ma dostać nawet 6 mld euro na pomoc dla uchodźców przebywających na jej terytorium, wcielenie planu odsyłania uchodźców i imigrantów do tego kraju - zdaniem pracowników organizacji humanitarnych pracujących tam - może potrwać.

 

Plan zaczął obowiązywać 20 marca, jednak łodzie z imigrantami wciąż dopływają do greckich wysp. Jak wynika z danych tamtejszego sztabu kryzysowego i informacji publikowanych przez wolontariuszy od miesięcy pomagających przybywającym do Grecji uciekinierom z Bliskiego Wschodu, pontonów z uchodźcami jest trochę mniej, ale nawet porozumienie Unia Europejska-Turcja na razie nie wyeliminowało całkowicie problemu. 

 

Zora O'Neill, jedna z koordynatorek pracy wolontariuszy na Lesbos, zaapelowała do zaangażowanych w pomoc, by "dopóki nie wiadomo, jak sytuacja się rozwinie", nie wyjeżdżali z wyspy. - Nie wiemy, jak szybko, i czy w ogóle, przemytnicy faktycznie przestaną działać. Nie mamy także pojęcia, jak szybko proces deportacji zacznie działać, i kto nim zostanie objęty. Możliwe jest więc, że ludzie wciąż będą potrzebować pomocy.

 

 

Dodała, że infrastruktura, która została na wyspie zbudowana, czyli punkty pierwszej pomocy, polowe kuchnie przy plażach, na które dopływają imigranci, miejsca, w których rozdawana jest odzież, to wszystko na wyspach powinno zostać.

 

Także wolontariusze skupieni wokół grupy Octopus nawołują się, by nie opuszczać wyspy. "Nie ma powodów do paniki, pomoc jest wciąż potrzebna, zwłaszcza na północy wyspy" - piszą na portalach społecznościowych.

 

Organizacje charytatywne nie wierzą, że plan odsyłania uchodźców z Grecji z kwitkiem, się powiedzie. Także przemytnicy trudniący się organizowaniem rejsów na trasie Turcja-Grecja, nie przyjmują do wiadomości postanowień unijnego porozumienia. W okolicach tureckiego Izmiru setki osób wciąż mają czekać, by przeprawić się przez morze.

 

 

"Areszt" dla uciekinierów z Bliskiego Wschodu

 

Z informacji kolportowanych przez wolontariuszy działających na greckich wyspach wynika też, że ci, którzy na Lesbos dotarli po 20 marca, na razie są zatrzymywani w obozach dla uchodźców. Nowością jest to, że każdy w ten sposób "aresztowany" dostaje od greckiej policji informację o procedurze, która ma trwać 24 godziny i o prawie do bycia informowanym o jej przebiegu, które imigrantom przysługuje. W czasie tego "zatrzymania" uchodźcy mają zachowywać się spokojnie i współpracować ze służbami odpowiedzialnymi za weryfikowanie poszczególnych historii.

 

Zdjęcie dokumentu, który dostają przybywający na Lesbos uciekinierzy z Afganistanu

 

Szczegóły akcji "zawracania" uchodźców do Turcji nie są jednak tym, którzy przypłynęli, podawane. Na razie nie znają ich także pracownicy pomocy humanitarnej.

 

Nowością w podejściu do uchodźców ma być szybkie, bo odbywające się po ich dopłynięciu na wyspę i "formalne" zatrzymanie. Do niedawna uchodźcy, którzy dotarli np. na Lesbos, sami decydowali kiedy przejdą proces weryfikacji w jednym z obozów. Do momentu przekroczenia jego bram, nikt ich nie kontrolował.  

 

polsatnews.pl