Związkowcy wskazują, że dialog z dyrektorem jest bardzo trudny. - Mimo, że kilka dni temu wezwaliśmy dyrektora do wspólnego działania w kwestiach bezpieczeństwa pacjentów w związku z naszym protestem, nie zrobił nic, przysłał nam tylko pismo grożąc skierowaniem sprawy do prokuratury - powiedziała przewodnicząca "S" w szpitalu Elżbieta Żuchowicz.

 

Pracownicy nie chcą kolejnych strajków


Przypomniała, że strajk ostrzegawczy był kolejnym etapem w trwającym sporze zbiorowym. Podkreśliła, że pracownicy nie chcą kolejnych strajków. - Chcielibyśmy uniknąć narzędzi prawnych, jakie mamy - bo mamy procedurę sporu zbiorowego - ale dla dobra pacjentów, pracowników, dla dobra mieszkańców chcielibyśmy ich uniknąć. Liczymy na to, że spotkamy się przy stole i dyrektor przedstawi inne propozycje, niż zabranie jednym i oferowanie drugim - dodała.


- Mam nadzieję, że ten strajk nie odbija się negatywnie na bezpieczeństwie pacjentów, to była moja jedyna prośba, wręcz polecenie do załogi. W przypadku gdyby zaszło zagrożenie, byłbym zmuszony powiadomić prokuraturę, natomiast nie była to żadna groźba, tylko przedstawienie faktów - ripostował dyrektor.

 

Dyrekcja: stawki nie odbiegają od konkurencji


Pytany o to, czy przychyli się do postulatów protestujących odnośnie podwyżek płac, powiedział: - Przychylę się, tylko ktoś musi zwiększyć przychody szpitala, a może się to stać, gdy będzie jasno określone finansowanie świadczeń. Stoimy przed kilkoma niewiadomymi - przede wszystkim nie wiemy jak będzie zmieniona wycena punktu, Agencja Oceny Technologii Medycznych pracuje nad nowymi wycenami świadczeń, mamy od połowy roku zapowiedzianą zmianę stawek godzinowych - wyliczał Grzywnowicz.


- To są wszystko elementy, które będą wpływały bezpośrednio na finanse szpitala, jeżeli będę miał ich na tyle dużo, że będę je mógł dzielić, na pewno to uczynię. (…). Stawki w naszym szpitalu nie odbiegają od stawek w okolicznych jednostkach, wręcz uważam, że są lepsze. Potencjał i to co oferuje ten zakład, jest również zdecydowanie różny od tego, co spotykamy w okolicznych jednostkach - dodał.

 

"Nie mam środków, więc nie mam co dzielić"


Przypomniał, że placówka, która zainwestowała w rozbudowę i stworzenie ośrodka onkologicznego, od blisko dwóch lat leczy pacjentów chorych na nowotwory bez kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia, co poważnie obciąża jej budżet.


- To co stworzyliśmy, ma służyć pacjentom. Nie wyobrażam sobie zawieszenia tej działalności musimy poczekać cierpliwie na to, aż to finansowanie się pojawi . (…). Szansa na to, że pieniądze się pojawią jest bardzo duża i realna. Cały czas apeluję do strony społecznej o zrozumienie tego wszystkiego, ponieważ nie dysponując odpowiednimi środkami nie jestem w stanie ich dzielić. Myślę, że nie takie są oczekiwania pracowników, żebym złożył deklarację, której nie będę mógł spełnić - argumentował.

 

Pracownicy chcą 300 zł podwyżki


Strona związkowa domaga się podwyżek płac dla wszystkich pracowników w wysokości 300 zł brutto. W ocenie związkowców wynagrodzenia w szpitalu są zbyt niskie. Część osób otrzymuje podwyżki tylko, gdy rośnie płaca minimalna. Dodatkowo zarobki na tych samych stanowiskach są znacznie zróżnicowane, co stwierdziła w raporcie pokontrolnym Państwowa Inspekcja Pracy. Jak podkreślają reprezentanci organizacji związkowych, z tego powodu i ze względu na złą organizację pracy ze szpitala odchodzi wielu specjalistów.


Niedawno z powodu braku lekarzy internistów w szpitalu przez 1,5 miesiąca nie działał oddział internistyczny, placówka straciła z tego powodu część dochodów z kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia.

 

Pacjenci rozumieją pracowników szpitala


Pacjenci, którzy pojawili się we wtorek w dąbrowskim szpitalu, ze zrozumieniem podchodzili do postulatów pracowników. - Biorę tu kroplówkę. Na dłuższe czekanie nie mam cierpliwości, ale rozumiem, że chcą podwyżek, jestem za tym, wiem, ile wszystko kosztuje - powiedziała jedna z pacjentek.


- Niedawno tu trafiłam, bo się źle poczułam. Szpital świetny, lekarki i pielęgniarze mili jak w szpitalu z telewizji, szkoda, że tak mało zarabiają - mówiła inna.


PAP