Do gwałtu miało dojść w maju 2014 roku. 22-letnia kobieta nie pamięta przebiegu wizyty u ginekologa. Jak później relacjonowały jej koleżanki, które czekały na korytarzu, z gabinetu dochodziły "dziwne odgłosy".

 

Sprawę zgłosiły na policję. Przybyli funkcjonariusze znaleźli w śmietniku zużyte prezerwatywy.

 

- Prokurator zabezpieczył dowody znalezione przez policjantów w gabinecie lekarza - powiedział "Gazecie Lubuskiej" prokurator Jacek Wasilewski, zastępca prokuratora rejonowego w Strzelcach.

 

Oskrażająca ginekologa kobieta rozmawiała dziś z Polsat News. - Zdecydowałam się zeznawać, by ustrzec inne kobiety przed tym lekarzem. Wyrządził mi straszną krzywdę, chcę by poniósł za to jak największą karę, żeby trafił do więzienia. Ta sprawa cały czas wraca, teraz ze zdwojoną siłą - powiedziała.

 

Materiał dowodowy trafił do pracowni genetyki sądowej, we wrześniu 2014 r. Zlecono przygotowanie opinii biegłych. Przygotowywanie ekspertyzy trwało ponad rok, dlatego śledztwo trwało tak długo.

 

 

 

"Gazeta Lubuska", Polsat News