Marcin P. karierę zawodową rozpoczął już w wieku 20 lat jako współwłaściciel spółki pośredniczącej w płatności rachunków za media - takie jak prąd, gaz. Jednak szybko powinęla mu się noga. Miał wyłudzić 170 tys. zł, których nie oddał, a w międzyczasie kolejne kredyty bankowe na kolejne 140 tys. zł.

 

Następne spółki zakłada już małżonka Katarzyna P., która mimo to w Amber Gold była bardziej w cieniu męża. Dbała jednak o nagrody dla pracowników.

 

Prawdopodobnie kobietę czeka znacznie lżejszy los niż jej męża, choć grozi jej także 15 lat więzienia. Po aresztowaniu P. zaszła w ciążę, a ojcem miał być wychowawca, który pracował z nią. W konsekwencji dyrektor łódzkiego więzienia stracił sprawę. Po porodzie osadzone mogą trafić do domu matki z dzieckiem - specjalnie przygotowanego dla skazanych. Może w nim spędzić od 3 do 4 lat.

 

 

Początek procesu

 

Z ponad dwugodzinnym opóźnieniem spowodowanym alarmem bombowym przed Sądem Okręgowym w Gdańsku ruszył w poniedziałek proces byłego prezesa spółki Amber Gold Marcin P. i jego żony Katarzyny P. Są oni oskarżeni m.in. o oszustwo znacznej wartości i pranie brudnych pieniędzy.

 

W akcie oskarżenia prokuratura uznała, że przed sądem powinno się przesłuchać prawie 430 świadków. Natomiast wniosek o przesłuchanie wszystkich pozostałych pokrzywdzonych (łącznie jest ich ok. 19 tys. osób), został złożony przez obrońcę oskarżonego Marcina P.

 

Postępowanie sądowe ws. afery Amber Gold ma się toczyć 2-3 razy w tygodniu. Na marzec wyznaczone zostały trzy, a na kwiecień dziewięć terminów rozpraw - ostatnia, jak na razie, przypadnie 22 kwietnia.

 

 

polsatnews.pl, Polsat News, PAP