W sobotę w samobójczym zamachu w Turcji zginęło 6 osób, a 35 zostało rannych. Do ataku doszło w głównej dzielnicy handlowej i turystycznej Stambułu, na Alei Istiklal. Wcześniej - 13 marca - także w Turcjidoszło do zamachu, w którym śmierć poniosło 37 osób, a 120 zostało rannych.

 

"Wolność słowa w Turcji jest kneblowana"

 

- Z jednej strony możemy powiedzieć, że zamachy to pokłosie tego, że Turcja przyjmuje uchodźców i przedostają się tam także osoby powiązane z tzw. Państwem Islamskim, ale czasami zdarza się tak jak tutaj, że zamachowiec urodził się w Turcji. Jeśli spojrzymy jeszcze dalej, to np. w Libanie i Jordanii też jest bardzo wielu uchodźców, a jednak nie dochodzi tam do tylu zamachów - zauważyła Górak-Sosnowska.

 

- W Turcji dzieje się więc coś tak specyficznego, że w związku z kryzysem migracyjnym dochodzi tam do tylu zamachów. Pojawia się więc pytanie: co to może być? Może być to np. czynnik związany ze sprawą kurdyjską, ale może polityka wewnętrzna Turcji - dodała.

 

Zdaniem Górak-Sosnowskiej, w Turcji coraz bardziej "kneblowana jest wolność słowa, wolność prasy, a naukowcy za swoje poglądy zamykani są do więzienia". Z powodu kryzysu migracyjnego i faktu, że rząd w Ankarze jest Unii Europejskiej niezbędny, aby poradzić sobie z tym problemem, kwestia autorytarnego sprawowania rządów jest w tym wypadku zupełnie pomijana.

 

"Zamachy będą się pewnie nasilać"

 

Według gościa Polsat News, ważną kwestią są również lokalizacje, w jakich przeprowadzane są poszczególne ataki. - Jeśli coś dzieje się w południowych prowincjach Turcji, światowe media nie są tym zainteresowane uznając, że są to elementy sporu między Turcją i Syrią – stwierdziła Górak-Sosnowska. - Interesujemy się natomiast tymi zamachami, które uderzają w miejsca znacznie lepiej znane na Zachodzie, czyli takie jak np. Ankara czy Stambuł - przyznała.

 

- Właśnie z tego powodu ataki w tych miastach są znacznie bardziej łakomym kąskiem, ponieważ to informacje o nich przedostają się do środków masowego przekazu, one potencjalnie uderzają w przemysł turystyczny i o nich mówi się pokazując, że Turcja nie daje sobie rady - dodała.

 

Jej zdaniem "z całą pewnością możemy stwierdzić, że nie był to zamach ostatni i będą się one pewnie nasilać".

 

Trudna sytuacja Kurdów

 

- Zamachy te będą trwały do momentu trwania wojny w Syrii, ale również konfliktu w samej Turcji. Kurdowie są tu najbardziej przegranymi i w każdym potencjalnym rozdaniu kart, Kurdowie są tu przecież na straconej pozycji - podkreśliła.

 

- Każdy zamach, niezależnie czyjego autorstwa, będzie miał reperkusje na Kurdach. To jest wewnętrzna spirala, z której często nie zdajemy sobie sprawy - podsumowała.

 

Polsat News