Zgorzelec, małe miasteczko na granicy z Niemcami - to tu studiował i zarabiał na zycie 22-letni Pascal Bąk.

 

- Pracował w hotelu. Z każdego napiwku zdawał mi relację - wspomina ze łzami w oczach Agnieszka Karasińska, jego matka. Usiłuje dojść, co się tak naprawdę stało z jej synem. - Potrafił przy ludziach przyjść, pocałować mnie w czoło i powiedzieć, że mnie kocha - wspomina. - Ale staram się na co dzień o nim nie myśleć , bo to można zwariować - mówi.

 

Dwóch mężczyzn wpadło do salonu gier, gdzie był Pascal. Trzeci czekał w samochodzie. Oblali i podpalili chłopaka i jego kolegę. Obaj zmarli w męczarniach.

 

- Jak wyjrzałem za okno, to ujrzałem jakby uwędzonego kurczaka – mówi jeden ze świadków, który widział całe zdarzenie. - To była pochodnia. Nie było widać nic z człowieka –  mówi inny mężczyzna, który usiłował Pascalowi pomóc. - Gumki po spodenkach zostały tylko. Ja myślałem, że to kukła jakaś, a to ten chłopak leżał - dodaje kolejny świadek.

 

Rodzina zarzuca prokuraturze szereg błędów. Mówi o bilingach, których początkowo nie chciano sprawdzić, a gdy to zrobiono, to nie wszystkie. O tym, że śledczy nie ustalili motywu, dlaczego chłopcy zginęli. O tym, dlaczego tylko jednemu mężczyźnie postawiono zarzuty. O tym, dlaczego nie szuka się zleceniodawców, choć świadkowie zdarzenia mówią o kilku sprawcach.

 

- Teraz już rozumiem, że życie ludzkie nie jest nic warte. Przynajmniej w tym mieście - mówi Agnieszka Karasińska.

 

W drugiej części programu wrócimy do sprawy Krzysztofa Żonko. Mężczyzna miał wypadek samochodowy, ale śledczym nie udało się wskazać sprawcy. Jednak tuż po naszym programie prokuratura zdecydowała się ponownie zbadać tę sprawę.