Według części brytyjskich komentatorów decyzja ministra finansów, by opodatkować słodzone napoje "jest prezentem dla twórców krzykliwych tytułów", czyli trochę populistyczna. Wywołała silną pozytywną reakcję zwolenników zdrowego odżywiania i przemysłu spożywczego. Podatek popiera m.in. znany kucharz Jamie Oliver. Słynny szef kuchni nie ukrywa, że dla niego to doskonała informacja.

 

Tymczasem producenci słodzonych napojów decyzję kanclerza skarbu uważają za złą. Podkreślają, że wiele innych produktów, także zawiera dużo cukru. Twierdzą też, że nie ma dowodów, że nowy podatek przyniesie zamierzony efekt, czyli odchudzenie Brytyjczyków.

 

Podatek od gazowanych napojów to pomysł wypróbowany np. w Meksyku. 10 proc. podatku sprawiło, że sprzedaż spadła także o 10 proc. Wielka Brytania wprowadzi podatek w ciągu dwóch lat. Jednak jak zauważyła agencja Reutera "nie ma co oczekiwać, że wielkie marki zmienią swoje flagowe produkty tylko na potrzeby brytyjskiego rynku. A prawdziwa walka z otyłością wymagałaby opodatkowania wszystkiego, co zawiera cukier".

 

Reuters/Polsat News