Jak informował portal tvn24 "prokuratorzy z Naczelnej Prokuratury Wojskowej, związani ze śledztwem w sprawie katastrofy w Smoleńsku oraz jeden z oskarżycieli, który bezpośrednio zajmował się tym śledztwem, zostali skierowani do odległych od Warszawy jednostek". Chodzi o siedmiu prokuratorów.

 

Według portalu mieli oni trafić do jednostek m.in. w Bartoszycach i Hrubieszowie. "Nie będą oni w tych jednostkach prokuratorami, lecz zwykłymi żołnierzami" - pisze portal.

 

- Co to znaczy do odległych jednostek wojskowych? Wszystkie jednostki są na terenie kraju, nie wydaje mi się, żeby to były jakieś straszne odległości. Są to normalne decyzje kadrowe, które podejmuje minister obrony narodowej według własnego uznania - zaznaczył rzecznik MON, odnosząc się do tych informacji.

 

Według portalu ma chodzić m.in. o pełniącego obowiązki rzecznika prasowego NPW ppłk. Janusza Wójcika, który objął obowiązki rzecznika NPW w czerwcu 2013 r., zastępując wtedy płk. Zbigniewa Rzepę, oraz o przedstawiającego stanowiska NPW w mediach mjr. Marcina Maksjana.

 

- Na ten moment mówimy o kilku prokuratorach wojskowych, którzy przede wszystkim sążołnierzami Wojska Polskiego i muszą realizować zadania wyznaczone przez ministra obrony narodowej - poinformował Misiewicz.

 

Jak podkreślił, "są to normalne decyzje kadrowe, jakie minister obrony narodowej podejmuje wobec żołnierzy wedle własnego uznania". - Minister obrony narodowej w imieniu rządu sprawuje bezpośrednią kontrolę, jeśli chodzi o bezpieczeństwo państwa polskiego. Jeśli uznał, że żołnierze mają być w innych jednostkach, to są tam po prostu potrzebni i taka jest decyzja ministra - dodał Misiewicz.

 

- Żołnierz przede wszystkim jest żołnierzem Wojska Polskiego i musi realizować zadania wyznaczone przez ministra obrony narodowej. Swego rodzaju patologią jest sytuacja, w której żołnierz zbyt długo zasiedzi się w jednym miejscu i staje się urzędnikiem, a przestaje być żołnierzem i z takim stanem psychicznym właśnie mamy do czynienia - powiedział Misiewicz.

 

PAP