11 miesięczna Julia ze Wschowy (woj. lubuskie) rozwijała się prawidłowo, nie chorowała. Na początku marca na jej ciele pojawiły się wybroczyny, ciężko oddychała, miala gorączkę i podkurczała nóżki.
 
Rodzice Julii zadzwonili po karetkę. Dyspozytorka odmówiła wysłania pogotowia, uznając, że dziecko nie jest w stanie krytycznym. Pani Maja i Jacek Piwowarscy, po telefonie na pogotowie, zawieźli córkę do szpitala. Tam przeżyli kolejny szok. Pielęgniarka odesłała ich do domu, mówiąc że lekarza nie ma.
 
Zdesperowani rodzice, z przelewającym się przez ręce dzieckiem, pojechali do miejscowej przychodni, w której lekarz natychmiast kazał zawieźć Julię na sygnale do Legnicy. Okazało się, że dziewczynka ma ropne zapalenie opon mózgowych i ostrą sepsę.
 
W karetce była reanimowana. Gdyby Piwowarscy nie pojechali do przychodni ich córka prawdopodobnie by nie przeżyła.
 
Od 9 marca dziecko jest na oddziale intensywnej terapii w szpitalu w Legnicy i walczy o życie. Lekarze zapowiadają, że leczenie potrwa kilka tygodni.
 
Szpital we Wschowie wszczął wewnętrzne postępowanie w sprawie odmowy wysłania karetki i przyjęcia dziecka do szpitala. Dyspozytorka, która odmówiła wysłania karetki, została  zawieszona.
 
Polsat News