Według szacunków policji i informacji podawanych przez telewizję Rossija24, na Wasiljewskim Spusku miało zebrać się ok. 100 tys. osób. Korespondent Polsat News Tomasz Kułakowski twierdzi jednak, że było ich znacznie mniej, ok. 50 tys. - Była to manifestacja organizowana odgórnie przez zakłady pracy, związki zawodowe i partie polityczne - tłumaczył Kułakowski.


Dla manifestujących przygotowano także koncert, przed rozpoczęciem którego z przyległego Wielkiego Mostu Moskworeckiego usunięte zostały świece, zdjęcia i kwiaty znajdujące się w miejscu zeszłorocznego zabójstwa opozycjonisty Borysa Niemcowa.

 

"Krym był, jest i będzie rosyjski"


Demonstracja miała przypomnieć, że Krym był, jest i będzie rosyjski. Poprzez wideołącze prezydent Putin zapewnił, że budowa mostu przez Cieśninę Kerczeńską zakończy się do końca 2018 roku. - Będzie to jeszcze jednym symbolem naszej jedności z Krymem, z Sewastopolem i naszych możliwości. Będziemy iść razem, pewnie, tylko naprzód - zaznaczył.


Transmitująca zgromadzenie telewizja Rossija24 przedstawiła sondaże socjologiczne, według których 95 proc. Rosjan popiera przyłączenie Krymu do Federacji Rosyjskiej.


- Cenę za przyłączenie Krymu płacimy wysoką, ale zgadzamy się na to, bo rozumiemy, że to było marzenie rosyjskojęzycznych mieszkańców Krymu, by wrócić do domu - powiedziała jedna z uczestniczek manifestacji. - Jest nam trudniej materialnie, mniej możemy kupić, na mniej sobie pozwolić, pensje nie wzrosły, trudniej zaciągnąć kredyt, ale wytrzymamy to, a w zamian zbudują nam most na Krym i pojedziemy pociągiem na wczasy - dodała.


- To mój obywatelski obowiązek być na tej demonstracji, bo Krym jest nasz i tyle - zaznaczył inny uczestnik.


W drugą rocznicę podpisania dekretu o przyłączeniu Krymu i Sewastopola do Federacji Rosyjskiej Putin odwiedził Półwysep Krymski. Protest w związku z jego wizytą wyraziło MSZ Ukrainy.

 

Polsat News, PAP