Z ustaleń wynika, że kobieta miała wykorzystywać swoje stanowisko i brać łapówki - w formie pieniędzy, ale też np. biżuterii - za np. przyznawanie premii pracownikom szkoły, ale także za awanse i nagrody dla nauczycieli.


Szef Prokuratury Rejonowej Białystok-Północ Anatol Pawluczuk powiedział w piątek, że jednorazowo te kwoty sięgały "od kilkuset do kilku tysięcy złotych". W związku z tym, że w sprawie przesłuchiwani są kolejni nowi świadkowie i nie jest wykluczone, że zarzutów może być więcej, bo sprawa ma charakter rozwojowy, prokuratura odmawia podania szczegółów na temat mechanizmów działania procederu. - Sprawa jest w toku (…) Nie wykluczamy uzupełnienia zarzutów - powiedział Pawluczuk.


Przyjmowała łapówki przez 10 lat


Dyrektorkę szkoły odwołano w styczniu 2015 r. Zrobił to zarząd województwa podlaskiego; szkoła podlegała samorządowi województwa podlaskiego. Dyrektorka była już wówczas od kilku miesięcy zawieszona w pełnieniu swej funkcji. Dyrektorkę zwolniono, bo w październiku 2014 r. dostała zarzuty ośmiokrotnego przyjęcia łapówek (od 500 zł do 3 tys. zł).

 

Kobieta nie przyznała się do zarzucanych jej czynów. Śledztwo w tej sprawie wszczęto po zawiadomieniu złożonym przez osoby pokrzywdzone. Jak podawała wówczas prokuratura, do przestępstw miało dojść w okresie dziesięciu lat.


Łapówki za m.in. przedłużanie umów o pracę 


Jak podała w piątek w komunikacie prasowym policja, do tej pory udało się dotrzeć do około pięciuset kolejnych świadków w tej sprawie. "Z dotychczasowych informacji policjantów wynika, że kobieta wykorzystując swoje stanowisko służbowe i przysługujące jej w związku z tym uprawnienia, najprawdopodobniej przyjmowała łapówki w wysokości od 10 proc. do nawet połowy wartości nauczycielskiej gratyfikacji m.in. za przyznawanie comiesięcznych premii kadrze pedagogicznej oraz awanse i nagrody finansowe, a także za przedłużanie umów o pracę i zatrudnianie nowych pracowników" - czytamy w komunikacie.


Kobiecie grozi kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia.


PAP