Jako główną przyczynę porażki turyńczyków i ich odpadnięcia z rozgrywek LM wskazuje się znaczne osłabienie drużyny z powodu kontuzji Claudio Marchisio i przede wszystkim Paulo Dybali, w którym pokładano największe nadzieje. Nie zagrał też inny filar klubu Giorgio Chiellini.

 

Lecz mimo to - zauważa "La Stampa" - w pierwszej połowie "Juve" prowadząc 2:0 grało wręcz rewelacyjnie. "Ale to nie wystarczyło" - dodaje dziennik.

 

Nowy rozdział otworzył zaś, dodaje się, Robert Lewandowski, który strzelił bramkę w 46. minucie spotkania. Wtedy też zaczęła się sypać obrona włoskiego klubu. Sprawozdawcy w radiu RAI podkreślali, że w dogrywce stojący w bramce Gianluigi Buffon był bezradny wobec ataku piłkarzy Bayernu.

 

Marzenie turyńskiego klubu i przekonanie, że mecz jest do wygrania rozmyło się jednak po pierwszej połowie, która była "arcydziełem" - podkreśla Ansa w relacji z Monachium. Wskazuje, że na początku spotkania drużyna Pepa Guardioli grała źle, powoli i bez wigoru, a do tego popełniała błąd za błędem.

 

W drugiej połowie, a zwłaszcza w dogrywce w oczy rzucało się przede wszystkim zmęczenie Juventusu.

 

Sędzia popełnił poważny błąd

 

Po meczu jest mnóstwo żalu i trochę wściekłości, że wieczór zaczął się tak pięknie i tak fatalnie się skończył - konstatuje włoska agencja. Relację kończy zaś: "Juventus żegna Ligę Mistrzów, ale z podniesioną głową".

 

O podniesionej głowie pisze też "La Gazzetta dello Sport". Przyznaje, że porażka bardzo boli, bo przez dłuższy czas goście trzymali gospodarzy "w szachu" i mimo, że byli w osłabionym składzie, "walczyli jak opętani".

 

"Guardiola wygrywa, Allegri nie przegrywa" - tak największy sportowy dziennik pisze o trenerach obu drużyn.

 

Wielu komentatorów podkreśla również fakt, że wynik po pierwszej połowie powinien być nie 2:0, ale 3:0 dla Juve. Sędzia meczu nie uznał bowiem jednej z bramek, która jak pokazały powtórki, została zdobyta prawidłowo.

 

"Makabryczny" spór Juve vs Bayern

 

Wcześniej włoskie media wyrażały oburzenie i konsternację z powodu przesłania zamieszczonego na profilu Bayernu na Twitterze, gdzie przekreślono hasło Juventusu "Aż do samego końca", a na tle ślepego toru zamieszczony został napis: "Tu jest koniec".

 

"To makabra" - podkreślali Włosi zauważając, że wizerunek ten jest nie tylko wyrazem bezguścia, ale przede wszystkim przywołuje o wiele tragiczniejsze wydarzenia z czasów wojny. Za zupełnie niewystarczające uznano przeprosiny i wyjaśnienia monachijskiego klubu, że nie chciał nikomu okazywać braku szacunku ani w żadnym razie nawiązywać do wydarzeń z historii.

 

PAP