- W kancelarii premiera została zatrudniona blogerka Maria Pereira, prywatnie żona dziennikarza Samuela Pereiry, który pracuje w Radiu Polskim i Gazecie Polskiej Codziennie. Czy to nie konflikt interesów? - zapytała prowadząca program Beata Lubecka.

- Myślę, że nie będzie tu konfliktu interesów - odpowiedziała Witek.

 

Dziennikarka nie odpuściła. - Prezesem spółki grupy Tauron jest kolega Beaty Szydło z podstawówki Zdzisław Filip - zaczęła wyliczać Lubecka. - Andrzej Grządziel, szef  biura Agencji i Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Opatowie, to syn makijażystki prezesa Kaczyńskiego, Sabina Bigos-Jaworowska, jest członkiem rady nadzorczej spółki PL 2012+ i znajomą Beaty Szydło, a Kamil Kamiński, wiceprezes Tauronu, przyjacielem Zbigniewa Ziobry oraz protegowanym Beaty Szydło.

 

- W ten sposób musielibyśmy wszystkich wyeliminować. Nie sądzę, żebyśmy żyli na pustyni. Mówienie, że to jest czyjś znajomy z podstawówki czy szkoły średniej jest mało poważne - stwierdziła Witek.  

 

Witek o sprawie europosła Wojciechowskiego: nie myślimy o odwecie

 

Posłanka mówiła również o europośle PiS Januszu Wojciechowskim, który wczoraj nie dostał rekomendacji PE na audytora Europejskiego Trybunału Obrachunkowego. W tajnym głosowaniu za kandydaturą polityka PiS opowiedziało się 9 eurodeputowanych, przeciw było 12, a 5 wstrzymało się od głosu. Przeciw głosować mieli m.in. posłowie PO.

 

- To smutne, bo Platforma zawsze mówiła, że należy popierać Polaków, którzy są desygnowani do instytucji europejskich. Prawo i Sprawiedliwość również to powtarzało i my zachowalibyśmy się zupełnie inaczej. To źle świadczy o europarlamentarzysta PO - stwierdziła Witek. - Nie myślimy o odwecie - dodała.

 

Szefowa gabinetu politycznego premier Szydło zdradziła również, że ustawa antyterrorystyczna autorstwa PiS jest już  gotowa i "ma być omawiana na następnym posiedzeniu Sejmu".

 

"Nie uda nam się wszystkim pomóc"

 

Dziś w Sejmie zaplanowano kolejne prace nad rządowym projektem ustawy wprowadzającej bezpłatne leki dla seniorów po 75. roku życia. Prawnicy Biura Analiz Sejmowych ostro go skrytykowali. Ich zdaniem przepisy mogą naruszać konstytucyjną zasadę równego dostępu obywateli do świadczeń, a w projekcie brak jest uzasadnienia, dlaczego przyjętą granicą otrzymania darmowych leków jest 75. rok życia.

 

- Biuro ma prawo go krytykować i myślę, że będzie brane pod uwagę to stanowisko. Trzeba było wybrać jakiś moment, od którego chcemy ludziom pomagać. Nie uda nam się wszystkim pomóc, bo problem jest zbyt duży. Pieniądze, jakie przeznaczamy  na leki po 75. roku życia nie rozwiążą problemu, ale na pewno pomogą - powiedziała Witek.