Luna zaginęła 10 lutego, w czasie rejsu ze swoim właścicielem, Nickiem Hayworthem. Według jego relacji, wypadła z łodzi ok. 3 kilometrów od wyspy San Clemente, znajdującej się u wybrzeży Californii, położonej ok. 128 km od San Diego.

 

Suczkę uznano za zaginioną. Jednak tylko jej właściciel wierzył, że uda się jej dopłynąć do brzegu. - Powiedział nam, że świetnie pływa i ma dużo siły – powiedziała Sandy DeMunnik, rzeczniczka bazy marynarki wojennej USA w Coronado.

 

Po tygodniu poszukiwań, gdy żołnierze zaangażowani w akcję przeszukali wyspę położoną najbliżej miejsca, gdzie Luna zaginęła - uznano, że pies nie żyje.

 

Psi survival

 

Po czterech tygodniach, we wtorek rano, wojskowi znów wybrali się na wyspę, gdyż na San Clemente znajduje się ich baza. I wtedy spostrzegli psa siedzącego na brzegu. Już po chwili wiedzieli, że to musi być Luna.

 

Fot. US Navy

 

Rzeczniczka US Navy przyznała, że odnalezienie psa to "nieprawdopodobne" wydarzenie. Tym bardziej, że po przebadaniu przez weterynarza okazało się, że trwająca tygodniami walka o przetrwanie - nie odbiła się na zdrowiu zwierzęcia.

 

ABC