Jarosław Kaczyński stwierdził, że Trybunał Konstytucyjny "jest obezwładniony przede wszystkim przez swojego prezesa, który nie dopuszcza trzech sędziów, bez najmniejszej podstawy prawnej, by orzekali". Prezes PiS odpowiedział tak w radiowej Jedynce na pytanie, czy nie przewidział, że "obezwładnienie TK" wywoła wzrost napięcia w kraju i wyniesienie polskiego konfliktu za granicę.

 

"Oni mają pensje, mają legitymacje, tylko nie mogą orzekać"

 

Jak mówił Kaczyński, wybór trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego przez Sejm obecnej kadencji nie został podważony przez sam Trybunał, więc prezes Andrzej Rzepliński "arbitralnie i bezpodstawnie" nie dopuszcza ich do orzekania. Powtórzył, że ostatni werdykt TK w sprawie grudniowej ustawy był jedynie "opinią niektórych sędziów".

 

Na uwagę, że TK uznał niekonstytucyjność wyborów tych trzech sędziów, Kaczyński odpowiedział, że "gdyby uznał, że ich wybór jest niekonstytucyjny, nie mógłby uznać, że oni są sędziami Trybunału". - Oni mają pensje, mają legitymacje, tylko nie mogą orzekać - podkreślił.

 

Zdaniem prezesa PiS "Trybunał nie podważył w swoich decyzjach tych uchwał Sejmu, które uznawały za bezskuteczne prawnie decyzji o wyborze dokonanym jeszcze w poprzedniej kadencji, nie mógł też podważyć w żadnym wypadku decyzji o wyborze nowych sędziów, i taki jest w tej chwili stan prawny". - A reszta to są arbitralne i bezprawne decyzje pana profesora Rzeplińskiego - przekonywał.

 

"Pan prezes sparaliżował Trybunał"

 

Prezes PiS odnosił się też do ostatniego werdyktu TK w sprawie grudniowej ustawy o Trybunale.

 

- Gdyby było normalnie, i było 15 sędziów, i przyjęto by naszą ustawę grudniową, Trybunał Konstytucyjny jeszcze w grudniu, albo na przykład w styczniu, mógłby się wziąć w dużym tempie - a ma naprawdę bardzo duże rezerwy, jeśli chodzi o przyspieszenie swoich działań - do załatwiania spraw, które są zaległe, tych spraw jest około dwustu, i gdzieś w czerwcu czy w lipcu ocenić, zgodnie z tą procedurą tę ustawę, która ostatnio była przedmiotem jego nie tyle decyzji, co opinii niektórych sędziów Trybunału - mówił Kaczyński.

 

- Wszystko byłoby legalne, a jednocześnie ta decyzja mogłaby być różna, mogłaby się nam nie podobać, ale byłaby legalna, niestety pan prezes sparaliżował Trybunał i doprowadził do tego obecnego stanu, to jest jego decyzja, najwyraźniej wspierana przez opozycję - dodał.

 

Według Kaczyńskiego TK wykracza poza swoje uprawnienia. - To, co oni sobie teraz uzurpują, to jest stwierdzenie: my w gruncie rzeczy możemy, bez żadnych procedur, uchylać ustawy - ocenił.

 

"Organ o bardzo słabej legitymizacji"

 

- O ile weto prezydenta jest możliwe do obalenia, o tyle ich decyzje są niemożliwe do obalenia. Nikt im tego rodzaju praw nie przyznał, gdyby ktoś takie prawa przyznał, trzeba by zapisać, że suwerenem w Polsce jest Trybunał Konstytucyjny, a skądinąd jest to organ o bardzo słabej legitymizacji - wskazywał.

 

- Pozostając absolutnie zwolennikiem tego, aby Trybunał istniał i żeby miał uprawnienia mniej więcej takie jak w tej chwili, jednocześnie nie mogę uznać, że w Polsce ma nie być demokracji i że Trybunał ma być suwerenem" - dodał prezes PiS.

 

"Pokaz tego jak zachowuje się Platforma"

 

Kaczyński mówił także, że wypowiedź lidera PO Grzegorza Schetyny, że w Polsce nie powinno dojść do Majdanu "jest pozytywnym elementem obecnej sytuacji, ale coś za tym musi pójść". Zwrócił jednocześnie uwagę, że w Parlamencie Europejskim europosłanki PO Róża Thun i Julia Pitera postanowiły - jak mówił - zaatakować kandydata PiS do Europejskiego Trybunału Obrachunkowego Janusza Wojciechowskiego, "osobę która ma zdecydowanie najlepsze kwalifikacje ze wszystkich kandydatów, którzy byli przedstawieni".  - To, co uczyniły te dwie panie, jest takim pokazem tego, jak zachowuje się Platforma, bo sądzę, że [zrobiły to] na polecenie swoich władz partyjnych - zaznaczył Kaczyński.

 

- Korzystam z okazji, by zwrócić się do pana Schetyny, by zwrócił się do przedstawicieli PO w Parlamencie Europejskim, żeby zweryfikowali to stanowisko  - dodał.

 

Pytany, czy będzie częściej występował w Polskim Radiu, powiedział, że "jeśli chodzi o media, będzie wstrzemięźliwy jeszcze przez dłuższy czas". - W tej chwili nie ma podstaw, żebym ja był, jak to się mówi, frontmanem. Frontmanem przez dłuższy czas nie będę, a może nigdy nie będę  - zapowiedział.

 

PAP