- Gdy usłyszałam, że przeklinają po francusku, natychmiast zamknęłam okno, uciekłam z domu i zadzwoniłam do męża. Powiedziałam, aby szybko zadzwonił na policję, bo na naszych garażach jest dwóch mężczyzn z kałasznikowami - relacjonuje kobieta.

 

"Nogi miałam jak z waty" 

 

- Zobaczyłam, że podjechał radiowóz. Podbiegłam do niego i powiedziałam, że jeśli szukają tych mężczyzn, to są oni są na garażach - powiedziała korespondentce Polsat News w Brukseli, Dorocie Bawołek. Kobieta schroniła się wraz z mężem w jego biurze po drugiej stronie ulicy i wspólnie obserwowali całą sytuację z kamer.

 

- Forest jest w miarę spokojną dzielnicą. Nigdy nic takiego się tutaj nie działo. Moja sąsiadka np. nie mogła wrócić na noc do domu. Słyszałam też, że pobliskie szkoły były pozamykane, a rodzice długo nie mogli odebrać dzieci - dodała Kolleck.

 

Kobieta przyznała również, że widok mężczyzn z karabinami był "straszny". – Nogi miałam jak z waty – podsumowała.

 

Policyjna obława

 

Podczas policyjnej rewizji odbywającej się we wtorek w jednym z domów w dzielnicy Forest (Bruksela) nieznani sprawcy oddali strzały w kierunku policjantów. Według prokuratury,  czterech funkcjonariuszy zostało rannych.

 

Do policyjnej operacji skierowano śmigłowiec, pododdziały sił specjalnych i dziesiątki radiowozów. Belgijskie służby bezpieczeństwa zablokowały drogi dojazdowe do miasta.

 

- Pierwszy z uciekinierów zatrzymany został już we wtorek w nocy. Kilka godzin później schwytano drugiego - informowała wcześniej Dorota Bawołek.

 

W mieszkaniu terrorystów, policjanci znaleźli m.in. flagę Państwa Islamskiego, oraz 11 magazynków do kałasznikowa.

 

Zamachy w Paryżu

 

W ramach belgijskiego śledztwa dotyczącego paryskich zamachów do tej pory zarzuty przedstawiono jedenastu osobom, z których osiem wciąż przebywa w areszcie. Prokuratura ustaliła, że zamachy w dużej mierze były przygotowywane w Brukseli.

 

Wciąż na wolności są dwaj główni domniemani sprawcy zamachów z Paryża, wywodzący się z brukselskiej dzielnicy Molenbeek: Salah Abdeslam i Mohamed Abrini.

 

W zamachach zginęło 130 osób. Były to najkrwawsze ataki we Francji od czasu drugiej wojny światowej. Doprowadziły do wprowadzenia pierwszego stanu wyjątkowego na terenie całego kraju od czasu wojny algierskiej w 1961 roku. 

 

Polsat News