Podczas policyjnej rewizji odbywającej się we wtorek w jednym z domów w dzielnicy Forest (Bruksela) nieznani sprawcy oddali strzały w kierunku policjantów. Według prokuratury,  czterech funkcjonariuszy zostało rannych.

 

Do policyjnej operacji skierowano śmigłowiec, pododdziały sił specjalnych i dziesiątki radiowozów. Belgijskie służby bezpieczeństwa zablokowały drogi dojazdowe do miasta.

 

- Pierwszy z uciekinierów zatrzymany został już we wtorek w nocy. Kilka godzin później schwytano drugiego - poinformowała korespondentka Polsat News w Brukseli Dorota Bawołek.

 

W Forest miało dojść do zwykłej rewizji, tzn. jednej z tysiąca, jakie przeprowadzane są w Belgii od listopada 2015 r., gdy okazało się, że większość sprawców zamachów w Paryżu przyjechało tam właśnie z tego kraju.

 

Pomogli mieszkańcy

 

- Wczorajsze przeszukanie miało mieć na celu jedynie zdjęcie odcisków palców i przeszukanie mieszkania. Policja nie miała informacji, by w budynku znajdowali się ludzie, gdyż nie jest on obecnie zamieszkany - powiedziała Bawołek. - Stąd zaskoczenie policji, gdy zza drzwi, w ich kierunku nagle padły strzały z karabinów AK 47 - dodała.

 

Mieszkańcy okolicznych domów zeznawali, że widzieli, jak sprawcy uciekli przez dach na inne budynki. Poinformowali o tym policjantów i wtedy rozpoczęła się obława.

 

- Jakie ci mężczyźni mają związki z terrorystami i zamachami w Paryżu dowiemy się dopiero, gdy znane będą wyniki przesłuchań oraz zidentyfikowane zostanie ciało mężczyzny, który wczoraj zginął na miejscu - powiedziała Bawołek.

 

 

Główni sprawcy ataków w Paryżu wciąż na wolności

 

W ramach belgijskiego śledztwa dotyczącego paryskich zamachów do tej pory zarzuty przedstawiono jedenastu osobom, z których osiem wciąż przebywa w areszcie. Prokuratura ustaliła, że zamachy w dużej mierze były przygotowywane w Brukseli.

 

Wciąż na wolności są dwaj główni domniemani sprawcy zamachów z Paryża, wywodzący się z brukselskiej dzielnicy Molenbeek: Salah Abdeslam i Mohamed Abrini.

 

Zamachy we Francji przeprowadziły trzy skoordynowane grupy terrorystów, które w sumie składały się z 9 osób. Trzech terrorystów uderzyło w pobliżu Stade de France, trzech w sali koncertowej Bataclan, a trzech zaatakowało gości pełnych w piątkowy wieczór barów i restauracji.

 

 

Stan wyjątkowy we Francji

 

W zamachach zginęło 129 osób. Jedna z osób rannych zmarła po tygodniu w szpitalu. Były to najkrwawsze ataki we Francji od czasu drugiej wojny światowej. Doprowadziły do wprowadzenia pierwszego stanu wyjątkowego na terenie całego kraju od czasu wojny algierskiej w 1961 roku. 

 

Kilka dni po zamachach Zgromadzenie Narodowe na wniosek prezydenta Francji Francoisa Hollande'a, przedłużyło stan wyjątkowy na trzy miesiące. 15 lutego parlament Francji przegłosował przedłużenie stanu wyjątkowego do 26 maja.

 

Za atakami stali terroryści związani z tzw. Państwem Islamskim.

 

polsatnews.pl, Polsat News, fot.: PAP/EPA/Olivier Hoslet