W oświadczeniu rządowym Merkel przyznała, że Niemcy "skorzystały" na tym, iż w wyniku jednostronnych decyzji Austrii i innych krajów o zamknięciu granicy na szlaku bałkańskim napływ uchodźców "został wstrzymany".

 

- Ostrzegam wszystkich, by nie dali się tym omamić - zaznaczyła szefowa rządu. - Czasowa ulga, jaką odczuwają Niemcy i inne kraje to jedno, a sytuacja w Grecji to drugie. Powinniśmy wszyscy być tą sytuacją zaniepokojeni, gdyż nie pozostanie ona bez wpływu na wszystkich - mówiła Merkel.

 

Ostrzegła również, że sytuacja panująca obecnie w Grecji "nie może stać się stanem trwałym", gdyż "wpadniemy z deszczu pod rynnę".

 

"Bogaty kontynent powinien poradzić sobie z takim problemem"

 

Merkel podkreśliła, że celem UE powinno być zmniejszenie liczby uchodźców, "nie dla niektórych, lecz dla wszystkich - odczuwalne i trwałe", i bez osłabienia systemu Schengen. - Jesteśmy bogatym kontynentem, który jest w stanie wspólnie poradzić sobie z tym problemem - podkreśliła niemiecka kanclerz.

 

UE i Turcja w zeszły poniedziałek wstępnie uzgodniły plan współpracy, którego celem jest zmniejszenie liczby imigrantów napływających do Europy. Rozmowy kontynuowane będą w najbliższy czwartek i piątek w Brukseli.

 

Plan zakłada: odsyłanie wszystkich osób przeprawiających się nielegalnie z Turcji na greckie wyspy (również Syryjczyków); przyśpieszenie liberalizacji wizowej dla obywateli Turcji, tak aby w czerwcu zapadła decyzja o zniesieniu wiz; przyśpieszenie wypłaty 3 mld euro na pomoc uchodźcom w Turcji oraz udostępnienie dodatkowej pomocy finansowej na ten cel w wysokości również 3 mld euro po 2018 r.

 

PAP