- Wymiar wyroku wynika z ustawy o ochronie praw zwierząt. Kobieta za swój czyn mogła zostać skazana na maksymalnie trzy lata pozbawienia wolności - powiedział polsatnews.pl sędzia Bogusław Zając, rzecznik Sądu Okręgowego w Częstochowie.

 

"Pies nie poskarży się, gdy dzieje mu się krzywda"

 

Sędzia Zając przyznał, że ostatnio coraz częściej zdarzają się surowe wyroki dla oprawców zwierząt, bo sędziowie obserwują przejawy coraz brutalniejszego traktowania zwierząt. - Sądy muszą odpowiednio reagować na to zjawisko - tłumaczył.

 

- Ktoś powie, że chodzi tylko o psa, ale pies jest bezbronny, nie poskarży się, gdy dzieje mu się krzywda. Jeśli komuś nie pasuje zwierzę, powinien je oddać - dodał.

 

Wyrok, który zapadł w Częstochowie, nie jest prawomocny.  Kobieta nie przyznaje się do winy.

 

Zemsta za pogryzienie

 

Do zdarzenia doszło rok temu. Właścicielka yorka wezwała policję, gdyż – jak twierdziła - została pogryziona przez psa. Policjanci przyjechali, by sprawdzić, co się stało. Wówczas kobieta miała powtórzyć swoją wersję.

 

Interwencja policji szybko się skończyła. Jednak, niedługo potem, na policję zadzwonił 48-letni konkubent Marty G., który oznajmił, że jego partnerka wyrzuciła psa z balkonu na trzecim piętrze. Zwierzę nie przeżyło upadku.

 

W czasie procesu wersja mężczyzny uległa co prawda zmianie i ten zeznając stwierdził, że nie wie w jaki sposób pies znalazł się pod blokiem. Ale ostatecznie sąd nie dał wiary w te tłumaczenia.

 

Jak się później okazało, w chwili zdarzenia 24-latka była kompletnie pijana, miała 3,2 promila alkoholu.

 

polsatnews.pl, wczestochowie.pl