Rząd przyjął projekt pod koniec ubiegłego roku. Resort sprawiedliwości, który go przygotował, uzasadniał, że dziś państwo potrzebuje nowych, prewencyjnych narzędzi do walki z pedofilią. Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki podkreślał, że średnio co drugi dzień łapany jest pedofil. - Troska i empatia - tak, ale wobec dzieci, a nie wobec pedofilów - mówił.


Projekt zakłada powstanie na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości rejestru sprawców przestępstw na tle seksualnym, do którego trafiałyby dane osób prawomocnie skazanych za przestępstwa przeciw wolności seksualnej.


Mają powstać dwa rejestry


Składałby się on z dwóch części: rejestru z dostępem ograniczonym i rejestru publicznego, do którego dostęp będzie powszechny i bez ograniczeń. Prawo dostępu do rejestru ograniczonego - gdzie będą szczegółowe dane o skazanych, w tym fotografia, miejsce zameldowania i faktyczny adres pobytu - będą miały m.in.: sądy, prokuratorzy, policja, ABW, Służba Celna, CBA, organy administracji rządowej i samorządowej.


Druga - powszechnie dostępna część - dotyczyłaby danych tych skazanych, którzy popełnili swój czyn wobec nieletnich ze szczególnym okrucieństwem lub działali w recydywie. W tym przypadku nie byłyby podawane tak szczegółowe dane, jak np. adres, a jedynie nazwa miejscowości, w której skazany przebywa.


Sprawcy figurowaliby w rejestrze aż do zatarcia skazania, ułaskawienia czy amnestii. W "szczególnie uzasadnionych przypadkach" sąd mógłby orzec, że dane skazanego nie trafią do rejestru. Te przypadki to: ochrona życia prywatnego lub inny ważny interes prywatny pokrzywdzonego albo jego osób najbliższych, zwłaszcza dobro małoletniego pokrzywdzonego. Sąd nie kierowałby też danych do rejestru, jeśli uznałby, że spowodowałoby to "niewspółmiernie surowe skutki dla skazanego".


Odrzucono poprawki opozycji


W styczniu wszystkie kluby opowiedziały się w Sejmie za dalszymi pracami nad projektem. Opozycja zapowiedziała złożenie poprawek. Pozytywnie o projekcie mówił Rzecznik Praw Dziecka. Projekt trafił do sejmowej podkomisji.


We wtorek komisja sprawiedliwości przyjęła sprawozdanie podkomisji. Komisja wprowadziła m.in. poprawkę, by w rejestrze o dostępie ograniczonym był podawany wiek małoletniego w chwili popełnienia wobec niego przestępstwa. Według PiS pozwoli to policji na szybsze typowanie potencjalnych sprawców takich czynów i usprawni ich "wyszukiwanie przesiewowe".


Odrzucono poprawki PO i Nowoczesnej; będą one ponowione jako wnioski mniejszości. PO chciała m.in. skreślenia z ustawy rejestru publicznego jako ingerującego w prawa jednostki i niebezpiecznego dla ofiar przestępstw. Zofia Czernow (PO) mówiła, że 90 proc. przestępstw seksualnych dokonuje się wśród osób bliskich, a wtedy jawny rejestr powodowałby stygmatyzację ofiar. Podobne zastrzeżenia miał RPO.


Wiceminister Jaki mówił, że ta poprawka "uderza w ideę ustawy, aby społeczeństwo mogło się lepiej bronić przed tymi przestępstwami". Dodał, że resort przyznał prawo sądowi niezamieszczania danej osoby w rejestrze m.in. przy podejrzeniu stygmatyzacji małoletniej ofiary. - Ten artykuł wyklucza taką możliwość - dodał Jaki. Poprawkę PO odrzucono.


Będzie mapa przestępczości seksualnej


PO wniosła wtedy inną poprawkę - by dostęp do rejestru publicznego odbywał się tylko na wniosek osoby zainteresowanej i pod jakąś kontrolą, np. w sądzie. Także GIODO wyrażał zastrzeżenia, że dane  z jawnego rejestru byłyby przetwarzane bez żadnej kontroli. Nowoczesna chciała z kolei, by dostęp odbywał się tylko w jednostkach policji. Obie poprawki przepadły w głosowaniu.


Projekt zakłada ponadto, że KGP ma prowadzić mapę przestępczości na tle seksualnym, która będzie stale aktualizowana i publicznie dostępna na stronach KGP. - Po co ta mapa? Czy będą zamykane place zabaw, gdzie dojdzie do takiego przestępstwa? - pytali posłowie PO. Według MS mapa zmobilizuje wszystkich do ostrożności i lepszej ochrony.


Projekt przewiduje karę do 2 lat więzienia dla tego, kto bez uprawnienia uzyskałby dostęp do rejestru ograniczonego. Skazanemu umieszczonemu w rejestrze, który nie podałby swego adresu lub jego zmiany, groziłby areszt, ograniczenie wolności lub co najmniej tysiąc zł grzywny. Taką samą odpowiedzialność ponosiłby ten, kto dopuściłby osobę z rejestru do pracy z dziećmi.


Projekt miałby wejść w życie 1 października 2017 r.


Polskie Towarzystwo Seksuologiczne uznało, że ogólnodostępny rejestr nie stanowi skutecznego środka mającego przyczynić się do zmniejszenia zagrożenia przestępczością seksualną. Według RPO istnienie tego rejestru w znaczny sposób zmniejsza możliwości prowadzenia terapii przestępców seksualnych, ponieważ - zdaniem Adama Bodnara - dla sprawców, których dane zostaną umieszczone w rejestrze, nie będzie perspektywy powrotu do społeczeństwa.

 

PAP